1983 recenzja
TV

1983 – Wielki debiut czy wielka pomyłka?

Musicie mi wybaczyć, bo może to jest kwestia godna przeprosin – ja nie wiem o co cały ten szum. Czemu to zawsze musi być Wielka Rzecz przez wielkie wu i wielkie er? Ot, jest serial na Netfliksie, serial ten dzieje się w Polsce, grają w nim polscy aktorzy, a wyreżyserowany został przez polskie reżyserki. Tak, to jest fajne i netfliksowa polityka produkowania treści “lokalnych” jest też świetna, bo nasze serialowe wieczory są dzięki temu dużo bardziej różnorodne. Ale wiecie, to właściwie nie jest tak, że cały świat czekał w napięciu aż Polska pokaże im jak się robi seriale. Właściwie w żadnej dziedzinie nikt nie czeka, chociaż jasne – zdarzy się czasem, że przyjdzie Adam Małysz i pokaże panu Kazuyoshi Funakiemu jak się skacze na nartach. A my teraz stoimy zażenowani nad naprawdę wybaczalnymi wadami serialu 1983 i tłumaczymy się przed całym światem, że sezon przygotowawczy krótki, że związek niedofinansowany, że forma przyjdzie na mistrzostwa świata. Czemuśmy nad Belfrem czy Watahą tak nie stanęli, hm? Świat ma w zwyczaju mieć w światowym nosie nasze oczekiwania co do własnej narodowej wielkości i robi rzecz zupełnie najgorszą – ocenia 1983 jako serial zupełnie ok, ale nie najlepszy w historii. Po prostu przeciętny. A każdy wie, że przeciętność to jak ocena cztery z plusem i od tego lepsza byłaby już złota serialowa malina, skoro na złotego globa liczyć nie możemy.

A ja powtarzam za światem – serial zupełnie ok, nie najlepszy w historii. Może forma przyjdzie na mistrzostwa świata, ale jak nie przyjdzie, to zupełnie nic się nie stanie, bo ja na mistrzostwach różnej maści i tak zazwyczaj kibicuję Norwegom. Ale jeśli już musimy udowadniać, że Polska mistrzem Polski, to spójrzmy prawdzie w oczy – tak ślicznych seriali jak ten, to jeszcze rok temu nie mieliśmy.

Może i w kwestii 1983 patriotyczna nonszalancja przychodzi mi łatwo, ale żałujcie, że nie widzieliście mnie kiedy po kilku miesiącach na paryskiej emigracji edukacyjnej usłyszałam na wykładzie, że Lech Wałęsa nie żyje. Prostowanie faktów o mało co nie skończyło się podpisaniem 21 postulatów, a już na pewno wyprowadzeniem ludu na barykady, bo to akurat w Paryżu się zawsze dobrze przyjmowało.

Ale dość o mnie (hehe, nie dajcie się nabrać, blog jest zawsze o autorze, a jak inaczej?), odnieśmy się do tego co dobrego i co złego mówią o pionierskim polskim serialu by Netflix.

To nie jest recenzja spoilerowa – może wpłynąć na to w jaki sposób serial konsumujecie, ale nie powinna przybliżyć was ani trochę do rozwikłania zagadki i odkrycia prawdy, o której wspominają billboardy promujące serial. Trochę dlatego, że billboardy przesadzają i niewiele tutaj będzie odkrywania, chyba, że takiego à la pies, który chowa pysk pod poduszką, ale zdradza go kiwający się zadek z ogonem, a my tak kochamy psa, że i tak ciumciujemy ojejuniu gdzie jest pieseczek, gdzie on się schował? To takie odkrywanie prawdy jest, to fakt.

ALE TO DOBRZE. Naprawdę. Bo gdyby 1983 bawił się z nami w gry detektywistyczne, to moglibyśmy nie wyjść z tego cało, a i tak wielu nie wyszło sądząc po internetowym barometrze opinii. Oburzonych uspokajam – no owszem, owszem, serial pokazuje nam kilka zestawów puzzli. Ale są to albo puzzle bardzo proste, albo puzzle, które układają się w ciągu jednego odcinka – więc sorry, ale za dużo tutaj zabawy w dokopywanie się do prawdy nie będzie. Co nie znaczy, że nie będzie innej zabawy.

Co się w 1983 udało?

Zabawa jest przede wszystkim dla oka. Zdjęciowo tu dzieją się rzeczy o tyle przepiękne, co zupełnie spodziewane – w końcu odpowiadali za nie twórcy takich wizualnych perełek jak Dziewczyna z szafy, Córki dancingu czy Disco polo. Koniec końców wyszedł bardzo smaczny miks polskiego brutalizmu z wietnamskim neonizmem. Ogląda się to pięknie i widać netfliksowy budżet – świetne zdjęcia w polskich serialach to nie jest rzadkość, tu mamy jeszcze produkcyjny rozmach.

Po drugie – obsada. To obszar niejednoznaczny, bo kilkoro aktorów nie miało za bardzo z czego wycisnąć dobrej kreacji (Olszówka, bidula!). Ale, ale – gdzie są teraz ci wszyscy, którzy podnosili raban, że pierwszy polski serial na Netfliksie, a w głównej roli Maciej Musiał? Otóż Maciej Musiał wziął i dźwignął. Co z innymi? Magnetyczna była Żulewska, nie ustępował jej (za wiele) Maćkowiak, a Zbrojewicz od swojej pierwszej sceny został ulubieńcem publiczności (próba badawcza to dwie osoby z publiczności).

Ach i jeszcze jedna sprawa. Otóż 1983 ma sens. Taki wiecie, że można ułożyć to w fabułę, która nie jest bardzo dziurawa, a większość pytań ma odpowiedź – momentami mniej lub bardziej naciągniętą. Że nie powinnam chwalić czegoś, co powinno znajdować się w standardowym wyposażeniu serialu? A może nie, ale to moja osobista krucjata dotycząca tego, że fabuła to jedno, a dialogi to drugie – w przypadku 1983 czepiam się wyłącznie tych drugich.

Co można poprawić?

O wspomnianych dialogach też będzie, ale po kolei. Po kolei, bo zanim widz zdąży się w ogóle zorientować, że z dialogami jest coś nie tak, to dostaje na twarz scenę, która wywołała u mnie uderzenie w twarz właśnie – otwartą dłonią. Jaki jest najmniej innowacyjny sposób, aby zapoznać widza z zastanym w serialu światem? A taki żeby pokazać mu w telewizji wiadomości, które wszystko pięknie wyjaśnią – kto rządzi, jakie kraje są sojusznikami, o co w ogóle chodzi. Było to złe, super złe, ale chciałam jeszcze wierzyć, że to ma sens i się przyda. Nie miało, serial byłby tak samo zrozumiały i bez zapoznania się z tym wydaniem newsów.

Zresztą jak na serial, który eksploruje całkiem zajmującą alternatywną rzeczywistość, pojawiają się tu leniwe rozwiązania. Wspomniany serwis informacyjny relacjonuje, że prezydentem USA jest Al Gore? Wow, a więc jedyne na co wpłynęła zmiana sił w Europie na początku lat 80-tych to wyborcze decyzje elektorów z Florydy siedemnaście lat później? Jestem bardzo ciekawa, czy twórcy mają w głowie jakąś sensowną sekwencję machnięć motylich skrzydeł, które do tego doprowadziły. Ale z chłopca od IT w rebelianckiej Lekkiej Brygadzie, którym jest oczywiście Azjata, już się nie wytłumaczą!

Co jeszcze mnie bolało już od pierwszych minut pierwszego odcinka? Niekonsekwencja scenograficzna. Rzecz dzieje się w 2003 roku i większość lokacji każe nam myśleć, że ok, może tak być. Ale czemu Polacy stworzyli odpowiedź na iPhone (i to parę lat wcześniej niż ktokolwiek mógł o iPhone zapytać), a nie stworzyli odpowiedzi na… każdy samochód po 1983 roku? Czemu mamy nowoczesne meble i akcesoria, ale ulotka prezentowana ministrowi wygląda jak coś na co akcept wydał Majakowski?

I znowu – jeśli ktoś ma na to jakąś teorię, która udowadnia, że to ja jestem niekumata, a wszystko ma sens – to proszę, proszę powiedzcie, bo aż trudno mi uwierzyć, że ktoś to przegapił.

No to czas pomarudzić na dialogi huehue! A dialogi, musicie wiedzieć, są momentami komiczne w ten najgorszy, niezamierzony sposób – język nie jest naturalny (ale nie jest też stylizowany). W tym momencie zazwyczaj recenzent nachyla się do publiczności i litościwie tłumaczy, że wszystko to dlatego, że dialogi napisano najpierw po angielsku, a dopiero potem, pewnie w pośpiechu, tłumaczono je na polski. Ale czy aby? Proszę mi tu nie zrzucać na nieosłuchanych tłumaczy, bo twórcy filmu nie gęsi, a właściwie nie ślimaki i swój język słyszą! Jeśli nikt na planie serialu nie mrugnął okiem na to co z rozmówek amerykańsko-wietnamsko-polskich wyszło to proszę mi teraz brać ciężar argumentu na klatę. A argument jaki jest, każdy słyszy. Po angielsku (z dubbingiem) też oglądaliśmy – może i jest trochę bardziej żwawo, ale ja nadal widziałam jak te polskie buzie ruszają się do drewnianych wersów, więc efekt był co najwyżej połowiczny.

Czy warto więc poświęcić kilka godzin na obejrzenie 1983? Tak, ale z sympatii do alternatywnych rzeczywistości, mnogości wątków i pięknych zdjęć. Jeśli ciągle masz w sercu żal do Hannawalda, że Adasiowi nasze zasłużone złoto zabrał, to może lepiej nie oglądać, bo pod ciężarem zbyt dużych oczekiwań i narodowej wagi 1983 się zdecydowanie ugina. A po to żeby pośmiać się z dialogów to wybaczcie, ale nie warto się przez 6 godzin męczyć. To nie jest serial obowiązkowy, nawet jeśli ma się polski paszport.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply