Ania w kinie Bardzo Rychtyg

Ania w Kinie – Zimna Wojna

Zimna Wojna Pawła Pawlikowskiego zdobyła w Cannes nagrodę za reżyserię. Mogłabym nominować to zdanie do najmniej zaskakującego niusa ostatnich miesięcy. No oczywiście, że Paweł Pawlikowski kręci taki film, w końcu już w Idzie pokazał, że zmrożone i czarno-białe czasy potrafi pokazać w sposób niezwykle poetycki. I oczywiście, że nagroda za reżyserię, bo poczucie celowości każdego szczegółu jakie panowało w Idzie (i panuje w Zimnej Wojnie) jest niewiarygodne. I to Cannes też pasuje, bo przecież.

Ale skoro już Zimna Wojna i jej reżyser, wrócili z południa Francji obdarowani nagrodą, to należało pójść na pierwszy dostępny pokaz przedpremierowy i przekonać się czy czarno-biały świat Pawlikowskiego nadal tak bardzo się zgadza (zgadza się, a pewnie).

O czym jest Zimna Wojna? Widzicie, sama byłam przekonana, opierając swoją wiedzę o filmie na trailerach, że idę na seans o zadymionych klubach i francuskim dolce vita, gdyby dolce vita było akurat francuskie. A tu przywitało mnie swojskie błotko i gumofilce. Przez pierwszą część filmu oglądamy proces rodzenia się ludowego zespołu pieśni i tańca Mazowsze Mazurek, który to zespół rodzą Agata Kulesza i Tomasz Kot, pod czujnym okiem Borysa Szyca – aspirującego aparatczyka. W zespole, wśród wielu pięknych i pięknie śpiewających dziewczyn znajduje się jedna niepowtarzalna postać – Zula, grana przez Joannę Kulig, i to jak grana! Zula szybko wpada w oko Wiktorowi (czyli Tomaszowi Kotowi), a reszta jest już trochę historią, a trochę melodramatem. Podróżujemy z bohaterami w czasie (jakieś dwie dekady) i w przestrzeni (a tu Jugosławia, a tu spacerek na Montmartre, a tu Berlin wschodnio-zachodni). W podróży towarzyszy nam muzyka, najpierw bardziej ludowa, potem bardziej jazzowa, a jej rosnąca intensywność komponuje się (a jakże) z wirującą coraz szybciej historią. Przeskakujemy o coraz więcej lat i wydarzeń do przodu, aż w końcu trafiamy w miejsce, które doskonale rozpoznajemy. Ale to już byłby spoiler więc nic nie powiem.

Powiem za to trochę jeszcze o technikaliach. To jest prześwietnie zagrany film. Tomasz Kot gra najlepszą rolę ostatnich lat, chociaż musicie wziąć pod uwagę, że nie jestem kardioentuzjastką i gra w religowe przebieranki wcale mnie nie porwała. Agata Kulesza jest petardą i szkoda, że tak jak w Idzie za wcześnie skończyła się papierosom, tak tutaj za wcześnie kończy się nam. Borys Szyc gra niby to jednowymiarową postać, ale kupuję jego postać całkowicie i dorabiam sobie do niej mnóstwo własnych prywatnych wielowymiarowych teorii. No ale, ale – nie byłoby całej magii bez Joanny Kulig, która gra, śpiewa i tańczy tak, że #taktrzebażyć. Nie sposób też pominąć zdjęć, które są przepiękne, z głowy wyrzucić też trudno niezwykły muzyczny mariaż ludowo-jazzowy.

Ale wiecie, w głównej mierze jednak podobało mi się to jak Zimna Wojna grała na moich emocjach.

Zresztą nie tak dawno przeżyłam bardzo trudne kilka tygodni, ponieważ czytałam Małe Życie i co chwilę dostawałam kolejną książkową tragedią w pysk. I jeśli czytaliście powieść Yanagihary, to w Zimnej Wojnie możecie łatwo obejrzeć jej echa. W książce przecież też podróżujemy przez kilkanaście lat, też jest para, która najwyraźniej nie może być szczęśliwa w sposób trwały i stały. Ale przede wszystkim zauważam to, że Pawlikowski, podobnie jak Yanagihara nie pokazuje wielu kluczowych wydarzeń – dowiadujemy się o nich po fakcie, co zresztą sprawia, że filmowy cios jest jeszcze bardziej dotkliwy. I kilka takich bolesnych scen z tego filmu będę pamiętać bardzo długo.

To nie jest tak, że ja nie mam do Zimnej Wojny zastrzeżeń – generalnie im dalej w film, tym więcej pojawiało się rzeczy, co do których nie byłam przekonana. Tu jakaś dłużyzna, tu jakaś niesubtelność, tu kwestia, której mogło nie być (tak, teraz to już mówię o zakończeniu). To nie są rzeczy, przez które odbieram Zimną Wojnę jako film nieudany, co to, to nie, to jest nadal przepiękne kino. Być może jednak kino, na które nie wybiorę się szybko ponownie, chyba, że na pierwsze 30 minut. Ale zanim będziecie tacy cwani jak ja i będziecie mogli mówić na ile wy pójdziecie za drugim razem, to jeszcze musicie się wybrać na pierwsze 85 minut. Koniecznie.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply