Bardzo Rychtyg Książki TV

Bardzo rychtyg: W zamknięciu

W lutowej edycji cyklu Bardzo rychtyg porozmawiamy sobie o polecajkach, których wspólnym mianownikiem jest hasło “w zamknięciu”. Będzie książka, gra planszowa, program telewizyjny no i będzie też stan umysłu. Ten ostatni najlepiej ilustruje zdjęcie powyżej. Ale od początku!

 

Opowieść podręcznej – M. Atwood

Od początku roku odgrażałam się, że nie ma opcji, ja wreszcie Opowieść Podręcznej przeczytam. No i przeczytałam, a sama powieść ląduje w Bardzo rychtyg. Powodem jest to, do czego w przypadku Margaret Atwood przyzwyczaiłam się już na zajęciach z literatury i kultury kanadyjskiej – jej książki czyta się jak prozę popularną, ale co rusz na człowieka spada przeświadczenie, że “oho, to wielka literatura jest”.

Obojętnym też nie pozostawia sam temat – tytułowa podręczna to kobieta sprowadzona do roli reprodukcyjnej, mająca zagwarantować ciągłość gatunku ludzkiego, oczywiście nie na własnych warunkach. Świat opisany w powieści to przerażająca rzeczywistość, regułami której kieruje fundamentalizm religijny i patriarchalizm. Przeszłość miesza się z przyszłością, a teraźniejszość zostaje na sam koniec wywrócona do góry nogami. Świetne formalnie, niezwykle aktualne tematycznie – lektura obowiązkowa.

 

Gra Unlock! Wielka ucieczka

Przy okazji wizyty w słonecznej i [sic!] inspirującej Łodzi, rozegrałam partyjkę w Unlock!, która z miejsca stała się wysokim numerem na mojej liście gier do kupienia. To taka gra planszowa, która ma imitować escape room – naszym celem jest wydostać się z pomieszczenia. Jak można było to zrobić, skoro w pudełku nie ma ani pomieszczenia ani kłódek czy innych typowych escape-roomowych akcesoriów? Otóż historia posuwa się naprzód przy pomocy kart (fani Time Stories powinni w tym momencie już klikać “Kup to”) oraz aplikacji na telefon, która mierzy nam czas, dostarcza podpowiedzi i sprawdza nasze proponowane rozwiązania.

I widzicie, taka gra pewnie mogłaby być dość liniowa i przewidywalna, ale w aspekcie myślenia “out of the box” gra Unlock! robi świetną robotę. Dość powiedzieć, że po przejściu jednego scenariusza złapaliśmy się za głowę, nie wierząc, że można było coś tak fajnego wymyślić. W pudełku znajdziecie 3 scenariusze, każdy zaplanowany na jedną godzinę, poza tym jest krótki scenariusz-samouczek. Gra jest przeznaczona dla 2-6 graczy, chociaż pewnie czwórka będzie optymalną liczbą, która pozwoli uniknąć chaosu. Nie mogę się doczekać, aż rozegram pozostałe scenariusze (a wydane już są dodatkowe historie też!), a wam tego złapania się za głowę, które jeszcze przed wami trochę zazdroszczę.

 

Queer Eye

Netflix dobrze wie czego potrzeba ludziom w czasie wzmożonego zachmurzenia oraz ponurych newsów z kraju i zagranicy. Netflix jest mądry i udostępnia subskrybentom Queer Eye, czyli program, który podnosi na duchu i przywraca wiarę w ludzkość. I dobrze rozumiecie – to jest właściwie typowy program metamorfozowy: pięciu gejów odwiedza mieszkańców południa USA i pomaga im odmienić życie. Niby to o modzie, niby o wnętrzach czy dbaniu o siebie, ale każdy odcinek to też historia osoby, która żyje w zamknięciu. Czasem dosłownie – izolując się od innych, czasem w kontekście rozwoju duchowego i kulturowego – zamykając się na nieznane sobie myślenie, rozrywki czy możliwości.

Widzicie, to jest taki program, który jest lekcją tolerancji czy dobrego stylu, ale też próbą konfrontacji z tematami, które nie są zazwyczaj tematyką lajfstajlowej telewizji. Kogo nie poruszyła rozmowa białego policjanta z czarnoskórym gospodarzem programu, ten gapa.

Warto sprawdzić – dla wzruszeń (ojezu, ta narzuta z tych koszul, sami zobaczycie), a jeśli nawet nie dla nich, to już na pewno dla niezwykle udanych remontów i pięknych mężczyzn w świetnych stylizacjach. Oglądając każdy odcinek co kilka minut pstrykam palcami z podziwem i krzyczę yas, queen do telewizora, ot takie to wspaniałe.

 

Tajemnica bałtyckiej gastronomii

Miało być też coś o stanie umysłu, a w ten sposób można określić decyzję o kilku dniach odpoczynku nad polskim morzem pod koniec lutego. A widzicie, pod koniec lutego Pobrzeże Koszalińskie zupełnie dosłownie tkwi w zamknięciu. Mieliśmy więc do swojej dyspozycji pustą plażę, wyludnione punkty rozrywkowe i zabite dechami (znów konieczna dosłowność) budki z goframi. Pęknięte serce po tych ostatnich skleiła mi dopiero przewspaniała tarta Banoffee w kołobrzeskim Coffeedesku.

Nie byłam wiele lat nad polskim morzem i trochę spodziewałam się, że sytuacja gastronomiczno-jarmarczna uległa poprawie. Research przedwyjazdowy pokazał, że (poza chlubnymi kawiarnianymi wyjątkami) niekoniecznie. Na miejscu nie było dużo lepiej i na nadmorską Chatę Wędrowca czy Starą Kuźnię nie ma co liczyć. Może ktoś ma ochotę rzucić wszystko i wyjechać nad morze? Bo o ile chłodne powietrze i puste przestrzenie zrobiły na mnie dobre wrażenie, to gastroturystyczna dusza mocno płakała. W zamknięciu, rzecz jasna. Czekamy na lepsze czasy, do usłyszenia!

You Might Also Like...

1 Comment

  • Reply
    Jakub Mikołajczyk
    27 lutego 2018 at 11:52

    Bardzo ciekawy wpis 🙂 Dość przyjemnie się czyta i można wiele się dowiedzieć 🙂 Zaciekawiło mnie Unlock! i chyba skorzystam 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply