Podróże USA Roadtrip

Czy warto odwiedzić Alcatraz?

Rączka w górę kto nigdy nie słyszał o Alcatraz albo myślał, że to jakiś fantazyjny przekład literacki Azkabanu? Jeśli rzeczywiście to spieszę z objaśnieniem – Alcatraz to niewielka wyspa na północ od San Francisco gdzie przez niecałe 30 lat mieściło się więzienie. Mało imponujący okres czasu? Spokojnie, więźniowie-celebryci (gangsterzy tacy jak Al Capone czy Machine Gun Kelly) i złowrogie okoliczności przyrody zamieniły w to miejsce w najbardziej znany zakład karny na świecie. Więzienie zamknięto w 1963 roku, a dzisiaj można je odwiedzić jak inne turystyczne atrakcje.

Ale zanim o naszej wizycie w Alcatraz, to na początek jeszcze więzienny kontekst autobiograficzny.

Jako dziecko stosunkowo często jeździłam z rodzicami do Wrocławia, a musicie wiedzieć, że trasa Krajenka-Wrocław to jest jakieś 300 kilometrów, co nawet dla dziecka, które dobrze zajmowało się same sobą jest męczącym dystansem. Na szczęście moi rodzice wymyślili sprytne i interesujące małą Anię atrakcje na trasie. Mijaliśmy Poznań, mijaliśmy szpital w Trzebnicy, w którym przyszywa się ludziom po wypadkach rączki i nóżki, ale przede wszystkim mijaliśmy Rawicz.

To było w czasach kiedy w Rawiczu nie było jeszcze obwodnicy i domyślna trasa na Wrocław przecinała centrum miejscowości z przejażdżką tuż pod murami Zakładu Karnego. Co to była za atrakcja! Czasem było jasno i zza krat wystawały ręce. Czasem było ciemno i w oświetlonych oknach suszyło się więzienne pranie. A raz to przysięgłabym, że widziałam panią na chodniku, która “migała” z więźniem, ale 20 lat później jakoś trudno mi uwierzyć, że nie zobaczyłam tego jednak w jakimś filmie.

W wachlarzu moich więziennych przygód jest też zwiedzanie ZK Wronki (wraz z grupą studentów resocjalizacji) oraz zabawa weselna w świetlicy ZK Czarne, której za nic nie pamiętam, ale mama twierdzi że #takbyło.

Tak czy owak, turystyka penitencjarna była częścią mojego etosu podróżnika od najmłodszych lat. A co dopiero mówić o amerykańskich więzieniach! Przecież ja cały anglistyczny licencjat poświęciłam rozważaniom czy można zakwalifikować ostatnie przemowy więźniów skazanych na śmierć jako gatunek tekstowy (pewnie, że można!).

Trudno więc się dziwić, że Alcatraz było obowiązkowym punktem na mojej liście amerykańskich marzeń, ale było też punktem budzącym spore wątpliwości.

[KONIEC KONTEKSTU AUTOBIOGRAFICZNEGO, JAKBY CO]

Dlaczego wizyta w Alcatraz budziła moje wątpliwości? Ano dlatego, że spodziewałam się, że zastanę na miejscu prawdziwą turystyczną pułapkę z mnóstwem kiczowatych sklepików, konkurującymi trasami organizowanymi przez różne firmy i tłumem ludzi. I wiecie co? Wcale tak nie jest, WCALE! Zwiedzanie Alcatraz jest zorganizowane fantastycznie, profesjonalnie i z wyczuciem. Wszystko z jednego prostego powodu.

To jest park narodowy. No, właściwie to “zabytek” narodowy. I to wcale niekoniecznie z powodu więzienia. Wyspa Alcatraz to też miejsce zamieszkania dla wielu gatunków ptaków morskich, co oczywiście powoduje całą paradę ornitologicznych żartów o tym jak niebieskie ptaki zostały zastąpione przez zwykłe mewy. Ale ważne jest to, że ze względu na swój urzędowy status Alcatraz jest nie do ruszenia. Nie ma tam nic, na co nie pozwoli amerykańska służba parkowa. A póki co, nie pozwoliła na kicz i tanią komercję. Pozwolili za to na obsługę turystyczną wyspy firmie Alcatraz Cruises i przez ich stronę należy wizytę załatwiać.

W jaki sposób można zwiedzać Alcatraz? No wiecie, to jest wyspa, do której trzeba dopłynąć, o czym boleśnie przekonywali się liczni samozwańczy więzienni poprzednicy Michaela Phelpsa.

My zdecydowaliśmy się na wieczorne zwiedzanie wyspy i właśnie tę opcję polecam wam gorąco. Rejs kosztował nas 45 dolarów od osoby. Cena obejmuje transport promem, zwiedzanie wyspy, audioprzewodnik (o którym więcej poniżej) i różne fakultatywne atrakcje na miejscu. Czas trwania? Nasz prom wyruszał o 18:30, z powrotem byliśmy około 22.

Dlaczego polecam wybór wieczornej trasy? Nie tylko dlatego, że zwiedzanie więzienia i jego okolic w ciemności ma niepowtarzalny klimat, chociaż to oczywiście prawda. Ale pierwszą zaletą zwiedzania “nocnego” była podróż promem, zaplanowana tak, żeby móc obserwować zachodzące za Golden Gate słońce. No i księżyc wschodzący na biało-różowo nad złowrogimi zabudowaniami Alcatraz. Pierwsza obserwacja – kurde, z brzegu wydawało się, że wyspa jest bliżej (spoiler: nie tylko nam).

Golden Gate o zachodzie słońca

Podziwiam zachód słońca i Golden Gate

Rejs do Alcatraz

Podróż promem trwała jakieś 20 minut, podczas których miła pani przewodniczka opowiadała o historii wyspy i powodach jej niezwykłości. Wiedzieliście, że już po zamknięciu zakładu karnego, wyspa była przez dziewiętnaście miesięcy okupowana przez rdzenno-amerykańskich aktywistów? Ich protest zapoczątkował falę innych i wpłynął na zwrócenie uwagi na prawa obywatelskie różnych mniejszości. A do dzisiaj co roku na Alcatraz odbywa się celebracja Święta Nie-dziękczynienia. Bo wiecie, z tym Świętem Dziękczynienia to nie jest tak kolorowo jak każą myśleć seriale, zresztą taki Kolumb to też był kawał drania, ale to może innym razem.

Czas wysiadać! “Od kuchni” wyspa prezentuje się o tak:

Wyspa Alcatraz

Po zameldowaniu się na stałym lądzie, grupę przejmuje przewodnik, który zaprasza starszych i schorowanych do specjalnego papamobilo-melexa, a reszcie nakazuje iść w procesji za pojazdem. Przed nami kilkanaście minut spaceru pod górkę przerywanego co chwilę na ciekawostki przewodnickie.

I tutaj czas na kolejną uwagę autobiograficzną. Pamiętacie jak na szkolnych wycieczkach zawsze jakieś dziecko chciało zostać pupilem przewodnika? Ja byłam tym dzieckiem. Nie odpuszczam przewodnikom do dzisiaj i gromię wzrokiem dzieci, które próbują mi bycie ulubieńcem odebrać. Na szczęście na Alcatraz nie było dzieci więc mogłam radośnie truchtać za panem rangerem, który doprowadził nas aż do samych drzwi więzienia.

Przed rozpoczęciem zwiedzania budynku poznaliśmy jeszcze rozkład atrakcji na najbliższe godziny. W Alcatraz bowiem, oprócz samodzielnego zwiedzania, można też wziąć udział w aktywnościach fakultatywnych. Od razu nakręciliśmy się na udział w wycieczce po wyspie opisującej najsłynniejsze ucieczki z więzienia (miała się ona już odbyć w całkowitej ciemności). Inni dopytywali o pokaz automatycznego otwierania i zamykania krat w celach, który miał miejsce tuż przed końcem wycieczki. Do wyboru było coś jeszcze, ale niestety – nie było ani o uciekaniu ani o zamykaniu, więc nie zapamiętałam.
Pierwsze miejsce jakie odwiedziliśmy w Alcatraz? Prysznice. Bowiem właśnie w niegdysiejszej łaźni zorganizowano start zwiedzania budynku więzienia. Każdy uczestnik stawał w kolejce i odbierał audioprzewodnik, co trochę brzmi jak straszny suchar, ale poczekajcie wy tylko!*

*tak, to jest nawiązanie do Hamiltona

Alcatraz - łazienki

No bo właśnie – audioprzewodnik, który wzięłam tylko z grzeczności. A potem okazało się, że to najlepsza część wycieczki. Dlaczego? Ktoś wpadł na świetny pomysł stworzenia słuchowiska, w którym po Alcatraz oprowadzają nas jego byli mieszkańcy – więźniowie, strażnicy czy nawet córka naczelnika więzienia, która na wyspie spędziła całe dzieciństwo. W audycji wykorzystano autentyczne głosy ludzi, którzy zapraszają nas do swojego świata. I uwierzcie, można być bardzo cool i audioprzewodnik brać tylko ironicznie, ale jak w słuchawkach pan mówi “znajdź moją celę, powinna być tu po prawej stronie, pokażę ci moje ulubione miejsce”, to biegniesz do celi i tyle!

Audioprzewodnik spełnia jeszcze jedną, praktyczną funkcję – naturalnie wyznacza kierunek zwiedzania więzienia, przez co nie tworzą się korki. Poza tym kluczenie po korytarzach pozwala zwiedzającym zapomnieć, że korytarzy jest co najwyżej cztery. Jak na wyprzedzającą Alcatraz reputację, samo więzienie jest strasznie małe.

Alcatraz po ciemku

Cela w Alcatraz
(tutaj pan w słuchawkach opowiadał, że jego pasją w więzieniu było dziewiarstwo i spójrzcie sami na ten piękny pled na stoliczku)

Kuchnia w Alcatraz

Oprócz korytarzy z celami, w więzieniu można zwiedzać również całe zaplecze – na przykład kuchnię i stołówkę – tam dopiero czuć historię. Można też zobaczyć ówczesne metody zabezpieczeń, na ścianie z wiszącymi przyborami kuchenny znajdowały się ich odrysowane kształty, tak żeby można było od razu stwierdzić czy jakiś niebezpieczny przedmiot zaginął.

Kanciapa strażników w Alcatraz
Odwzorowane są również wnętrza pomieszczeń dla strażników i obsługi więzienia.

Nocne zwiedzanie buduje też klimat światłem – obecnym w części cywilnej i znikomym w sekcji z celami.

Pusta cela w Alcatraz

Buhu!

Zgodnie z początkowymi planami, udaliśmy się na dodatkowe “obejście” wyspy z przewodnikiem, który miał opowiadać o najsłynniejszych próbach ucieczki z wyspy. Piszę o “próbach”, bo nie ma dowodu na to, że komukolwiek udało się z Alcatraz zbiec z sukcesem. Idę o zakład, że większość więźniów z iście polską fantazją mówiło “ja nie ucieknę?”, ale o ile sama ucieczka z budynku była możliwa, to podstępne wody zatoki San Francisco okazywały się pułapką. Po pierwsze – woda jest zimna. Po drugie – silne prądy przedłużały czas potrzebny na dopłynięcie do brzegu. Po trzecie – więźniowie nie mieli zbyt wielu szans na ćwiczenie pływania, więc nie wytrzymywali tego kondycyjnie.

Jeden z uciekinierów próbował dopłynąć do brzegu, znajdującego się 1700 metrów dalej. Prądy zmusiły go do pokonania dystansu pięciu kilometrów, a wyczerpanego i niestawiającego oporu więźnia znaleziono w okolicach mostu Golden Gate.

Najsłynniejszą próbą ucieczki z więzienia była ta, którą przedstawiono potem przy pomocy zasępionego Clinta Eastwooda w filmie “Ucieczka z Alcatraz”. W 1962 trzech więźniów zmyliło strażników kładąc w łóżkach kukiełkowe wersje swoich głów. Trójka następnie uciekła z budynku i wskoczyła do lodowatej wody, próbując dopłynąć do Angel Island (znajdującej się na północ od wyspy i miasta). Nigdy więcej o nich nie słyszano, nie znaleziono też żadnych dowodów wskazujących jednoznacznie na to że utonęli. Wypłynęły (hehe) za to opowieści współwięźniów o tym, że bracia Anglim i Frank Morris przed ucieczką uczyli się hiszpańskiego, planując zamieszkanie w Argentynie. Swoją drogą, Argentyna to zdaje się być domyślny kraj na bezpieczny azyl dla niebezpiecznych ludzi, co nie?

Nasz przewodnik zdawał się wierzyć w mniej Hollywoodzką wersję o tym, że brawurowa ucieczka skończyła się utonięciem więźniów, ale zaznaczył, że jest przekonany, że jeśli uciekinierzy żyją, to na pewno przyjdą kiedyś do niego na zwiedzanie wyspy. Kazał nam bacznie rozglądać się za ludźmi, którzy mają jakieś 85 lat. Wszyscy się śmiali, tylko wiecie kto się nie śmiał? Jeden pan w naszej grupie, który idealnie pasował do metryczki potencjalnego uciekiniera. Piotrek uchwycił go na fotce, kiedy drugi raz w życiu opuszczał wyspę.

Alcatraz po ciemku

Jedyną rysą na naszej wizycie na wyspie było to, co zastaliśmy po dopłynięciu z powrotem do brzegu. Poza tym był to wieczór idealny, właśnie w taki sposób chciałabym zwiedzać inne “kultowe” miejsca. Pozostaje mieć nadzieję, że więcej atrakcji zostanie objętych ścisłym regulaminem lokalnych służb Parków Narodowych czy podobnych instytucji.

Jeśli będziecie w San Francisco koniecznie odwiedźcie wyspę, z której do 1963 roku bardzo trudno było wyjechać.

You Might Also Like...

4 komentarze

  • Reply
    Rykoszetka, blog o życiu w mieście
    18 marca 2018 at 20:10

    Niesamowicie ciekawie opisana wyprawa.
    Z powody zainteresowania Alcatraz oglądałam sezon dosyć średniego serialu o tym samym tytule. Chociaż naprawdę nie był zbyt dobry, to zrobiło mi się przykro, że skasowali go pierwszym sezonie, bo pełen był tajemnic i heloł, PODRÓŻY W CZASIE! 😀

    • Reply
      Ania
      24 marca 2018 at 08:07

      O rany! Też go oglądałam 😀 i też mi było przykro (chociaż był rzeczywiście średni) – czułam ten klimat na miejscu 🙂

  • Reply
    Magdelena | palm tree view
    18 marca 2018 at 21:16

    Dziękuję Ci za ten wpis, bo z naszej dwójki to właśnie ja byłam negatywnie nastawiona do zwiedzania Alcatraz. Wycieczka sporo kosztuje, a nikt nie chciał dać mi gwarancji, że faktycznie jest warta wydania tych pieniędzy. Dziś wiem, jak wiele mnie ominęło i czuję, że przy kolejnej wizycie w SF to będzie pierwsze miejsce, które wpiszę na swoją listę ‚do odwiedzenia’.
    Audioprzewodniki – te dobrze zrobione – to świetna rzecz. W Muzeum Dali’ego specjalnie przełączałam się na wersję dla dzieci, gdzie po muzeum oprowadzał… wąs Daliego! 😀
    apropos Kolumba – widziałaś? https://www.youtube.com/watch?v=fYTXRDtYzYc

    • Reply
      Ania
      24 marca 2018 at 08:09

      Tak! widziałam ten film 🙁 niewiarygodne, że Kolumb ciągle kojarzy się tak pozytywnie w Polsce

Leave a Reply