TV

Mało znane seriale, które zdecydowanie warto obejrzeć

Mniej popularne seriale idealne na jesienno-zimowe wieczory. Wiosenno-letnie też, nie oceniam!

To jest tekst o tyle niespodziewany, że ja się ostatnimi czasy zrobiłam bardzo nieserialowa. Trochę porzuciłam je na rzecz podcastów, trochę na rzecz bardzo dramatycznej serii “Ania vs Python”, a trochę dlatego, że od kiedy mam lampkę nocną nad łóżkiem i lampkę nocną nad kanapą, to już naprawdę nie wypada nie czytać dużych ilości książek. A tymczasem przychodzę dzisiaj i podrzucam moje ulubione mało znane seriale.

Ale jeśli ten wstęp rozbudził w was wątpliwość co do moich rekomendacyjnych mocy, to uprzedzam, że przy całej mojej nieserialowości i tak oglądam całe masy seriali – i to najczęściej takich, o których potem nie mam z kim gadać. Bo wiesz kto jest jedyną osobą, która nie widziała Stranger Things? Ja. A kto obejrzał wszystkie propozycje poniżej? Też ja.

Zaproponuję dzisiaj seriale sprzed kilku lat i te zupełnie nowe, trzyodcinkowce i wielosezonowce, kryminały, komedie i nawet coś dla fanów sci fi. Przy każdym z nich spróbuję podać nieco bardziej znane seriale/filmy (a w jednym przypadku pewną polską blogerkę), których fani mają spore szanse na polubienie moich propozycji. Nie kojarzysz ani wersji mało znanej ani znanej? Super, więcej do odkrycia dla Ciebie.

Od razu zaznaczam, że jeśli ktoś chce zostawić pod tekstem komentarz o treści: “Jak to mało znane seriale, ja znam prawie wszystkie!” to do oceny “znaności” filmu wykorzystałam autorską skalę, w której mało znany, to taki serial, że jak go polecam to część ludzi robi “mhm, mhm, a coś z jakiś nowszych?”. A nowsze też będą, nie martwcie się. I właściwie to śmiało zostawcie nawet i taki komentarz, czytać lubię je wszystkie.

Friday Night Lights (Dla fanów: Riverdale i USA jako takiego)

Kalifornia, my na kolejnej bardzo długiej i bardzo prostej drodze. Po prawej stronie sady owocowe, po lewej maleńka miejscowość. Zwyczajna, poza tym, że wyblakły napis na magazynie owocowym przypomina, że chłopcy z tej właśnie, zabitej dechami ze skrzynek po jabłkach, wioseczki odnieśli kilkanaście lat temu sukces w lokalnych rozgrywkach. To był nasz czwarty dzień w USA i pierwszy jak z mojego ulubionego serialu.

Nie ma listy polecanych seriali bez Friday Night Lights. (Koniec, kropka). I ci, którzy za moją namową obejrzeli FNL byli zachwyceni. Z drugiej, sporo osób mówi “nie noo, serial o futbolu i nastolatkach? Poleć coś innego!”. Posłuchajcie więc dobrze – to jest serial o futbolu i nastolatkach, który jest zupełnie niesportowy i bardzo dorosły. Jego największą zaletą jest wspaniały scenariusz, kinowe zdjęcia i przepiękna muzyka. Sama historia jest bardzo obyczajowa, ale nie brakuje wątków romantycznych, dramatycznych czy nawet kryminalnych. Podstawą fabuły są autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w Teksasie – obiecująca drużyna futbolowa rozpoczyna sezon od poważnej kontuzji kapitana drużyny. Potyczki osłabionego zespołu są nieodłączną częścią odcinków, ale wątków jest tu dużo więcej: życie rodzinne trenera i jego żony (świetni Kyle Chandler i Connie Britton), problemy osobiste różnych członków drużyny, życie sennego teksańskiego miasteczka, które budzi się jedynie w piątek wieczorem, wraz z otwarciem stadionu futbolowego.

Friday Night Lights

Z całym naszym sezonowym entuzjazmem do piłki nożnej czy skoków narciarskich i tak nie mamy większych szans na zrozumienie w pełni sportowych namiętności amerykańskiej prowincji. Ale jeśli moja mama, która pewnie do dzisiaj nie wie ile osób gra w drużynie futbolowej, chciała oglądać odcinek za odcinkiem, to Ty też możesz, Texas forever!

Bosch (Dla fanów: serialu Luther i gdyby La La Land kończyło się morderstwem)

Samotny glina, też mi ciekawy trop! Ale, uwierzcie lub nie, Bosch bierze sprany motyw i robi z niego bardzo udany serial kryminalny. Głównym bohaterem jest Hieronim Bosch (zbieżność do pewnego stopnia nieprzypadkowa), który jest policjantem z najpiękniejszym widokiem okna w LA. Bosch sprawnie rozwiązuje sprawy kryminalne, ale robi to niespiesznie, po drodze porządkując swoje życie prywatne, dużo jeżdżąc samochodem i patrząc przez okno, ale tu akurat trudno się dziwić.

Bosch

Historia kryminalna się zgadza, ciekawe postacie drugoplanowe się zgadzają, jest klimatyczna muzyka, zdjęcia no i ten widok z tego okna, och!

Jeśli lubisz detektywistyczne seriale, to prawdopodobnie nie potrzebujesz dużo więcej żeby chociaż dać Boschowi szansę. To, co urzekło mnie najbardziej, to Los Angeles – pełnoprawny bohater serialu, mroczny i przecięty autostradami, z bardzo strasznym poboczem na każdej z nich.

Boscha można oglądać w platformie Amazon, która może i ustępuje Netfliksowi pod względem popularności, ale jakość amazonowych seriali jest całkiem, no wiesz – amazing. Na mojej dzisiejszej liście będą jeszcze dwa!

Swoją drogą, Bosch powstał na kanwie powieści Micheala Conelly’ego, więc jeśli chcecie najpierw poczytać, żeby potem wiedzieć lepiej niż wszyscy, kto i kogo, to wiesz gdzie szukać.

Utopia (Dla fanów: Black Mirror i prawdopodobnie mnóstwa seriali o superbohaterach, których niestety nie oglądałam)

O Utopii będzie krócej, bo na teście ze znajomości fabuły dostałabym pewnie 4 na szynach. Oglądałam ją kilka lat temu, do tego szybko, bo odcinków w dwóch sezonach jest jedynie po sześć. Dlatego o warstwie fabularnej krótko: są konspiracje, jest grupa ludzi uciekająca przed mackami tajemniczej organizacji, jest w końcu komiks, przez który cała afera się rozpoczyna.

Z jakiegoś jednak powodu Utopia została w mojej pamięci, a wiele wspólnego z tym ma warstwa wizualna serialu, która jest wyjątkowa. Szerokie kadry, ekscentryczne kostiumy i scenografia czy w końcu znak firmowy całej serii – komiczne wręcz nasycenie koloru, które sprawia, że kadrów nie da się pomylić z niczym innym.

Utopia

Polecam wszystkim, którzy lubią ładne seriale z nutką sci-fi, teorii spiskowych i czegoś na kształt superbohaterów.

Gavin and Stacey (Dla fanów Carpool Karaoke)

Dlaczego sitcom o miłości polecam fanom viralowych filmików na YouTube z gwiazdami śpiewającymi własne piosenki? Ano dlatego, że i jedno i drugie współtworzy James Corden, obecnie już megagwiazda amerykańskiej telewizji, wtedy młody scenarzysta i aktor.

Gavin and Stacey

Gavin and Stacey to walijski serial i to chyba obiektywnie najmniej znany z całej mojej listy. A szkoda, bo humor jest tutaj na bardzo wysokim poziomie. Zawsze jest mi trudno zdefiniować czym jest ten słynny “brytyjski humor”, bo jeśli Monty Pythonem, to nie, dzięki. Wolę myśleć, że bliżej mu właśnie do tego typu seriali. Uwielbiam i tytułową parę i drugoplanowych bohaterów – a wspomniany Corden i partnerująca mu Ruth Jones rozśmieszają tutaj do łez.

Ach, i polecam uzbroić się w napisy o ile nie masz naprawdę wyrobionego ucha do brytyjskich akcentów.

American Gods (Dla fanów Gry o tron i pierwowzoru literackiego, rzecz jasna)

To jest serial (zresztą to samo można powiedzieć o książce Neila Gaimana, na której jest oparty), który trudno zamknąć w jakieś gatunkowe ramy. Trochę to fantastyka, trochę mitologia, a trochę – tu mój ulubiony odcień tych opowieści, folklorystyczna historia drogi.

Cały koncept można dość łatwo streścić – otóż, kiedy Amerykę zasiedlali przybysze z różnych stron świata, razem z nimi w drogę wyruszały też ich wierzenia. Bogowie, do których modlili się wielokulturowi Amerykanie, zamieszkali w nowym kraju razem z nimi. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy tradycyjną religijność zastąpił kult telewizji, sławy czy posiadania. Szykuje się wojna – starzy bogowie kontra nowi. Dum, dum, dum jakby to powiedziała Gra o tron.

American Gods

American Gods doceniam ze względu na warstwę fabularną, którą w dużej mierze zawdzięcza oczywiście literackiemu pierwowzorowi. Jakich smaczków z różnych kultur, książek czy religii tu nie ma! Serial sam w sobie przyciąga naprawdę spektakularną oprawą wizualną. Trudno było mi zdecydować się na wrzucenie jednego gifa, ale niech będzie ten ze słowiańskim milusim Czernobogiem (tak, to John Abruzzi!).

American Gods

Polecam, przygotujcie się na wizualną ucztę (i krew, flaki, nagość – już widzicie skąd ta Gra o tron?). Serial, podobnie jak Bosch, dostępny jest w streamingu Amazon Prime.

11.22.63 (Dla fanów Westworld i historii XX wieku)

Kolejny serial, kolejna adaptacja – tym razem sam Stephen King i jego Dallas ‘63. To jednosezonowe przedsięwzięcie z Jamesem Franco w roli głównej. Wciela się on w nauczyciela, który otrzymuje szansę podróży w czasie do wczesnych lat 60tych. Nie jest to czasoturystyka wypoczynkowa – jego zadaniem jest nie dopuścić do zamachu na prezydenta Kennedy’ego. Nie jest to takie proste, bo mimo posiadania 50 lat zapasu, główny bohater nadal tak naprawdę nie wie jak do tego zamachu doszło.

Swoją drogą bardzo podobało mi się to, że w Polsce ten serial przetłumaczono jako 22.11.63. Bo wiadomo, zamiana daty na polski format w każdym przeciętnym Polaku wywoła natychmiastowe skojarzenie “ach oczywiście, zamach na Kennedy’ego!”.

11.22.63

Ten serial to bardzo ciekawa propozycja i dla tych, którzy dobrze znają różne teorie na temat śmierci JFK, bo serial puszcza do widzów wiele razy oko, ale to też ciekawa lekcja historii dla tych, którzy o Ameryce lat 60-tych wiedzą raczej niewiele. Sporo jest też nawiązań do innych dzieł Kinga, a nawet takie, które dotyczą omawianego już przeze mnie w tym zestawieniu Friday Night Lights (taki to kultowy serial).

Most nad Sundem (Dla fanów The Killing i wszystkiego, co kryminalne)

Najlepszy kryminalny serial dekady – proste. Szwedzko-duńska koprodukcja z kilkoma zagranicznymi wersjami (nie ma co tracić na nie czasu). W roli głównej tytułowy most łączący oba skandynawskie kraje – a na nim, idealnie na granicy państw, ciało. Więcej o fabule powiedzieć nie ma co, niech zaskakuje w czasie oglądania.

Most nad Sundem

Wszyscy moi znajomi, którzy oglądają The Bridge (ekhm ekhm, najczęściej z mojego polecenia) podkreślają, że oprócz zręcznej historii, przy ekranie trzyma ich główna bohaterka – Saga. Saga ma oldskulowe Porsche, szorstkie maniery i na pewno jest “gdzieś w spektrum”, chociaż z ekranu żaden Asperger nigdy nie pada. Towarzyszy jej duński policjant, Martin, który mimo całej swojej życzliwości, ma tendencję do wpadania w kłopoty.

Saga Noren

Serial ma trzy sezony, a każdy zupełnie inny (i dobry!). W styczniu będzie premiera ostatniego, czwartego sezonu, na który czekam z niecierpliwością. Perełka i pozycja obowiązkowa dla każdego serialowidza.

Parenthood (Dla fanów This is us i Gilmore Girls)

Porównywanie czegokolwiek do This is us to mocna sprawa, bo na przygodach #theBigThree płaczą wszyscy. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że na Parenthood też. Kilka dni temu widziałam zestawienie najbardziej poruszających kwestii z serialu wyrażonych w gifach. W komentarzach pod artykułem ludzie pisali, że właśnie ryczą nad gifami z serialu, którego nie znają.

Parenthood

Parenthood, jak sama nazwa wskazuje, jest serialem mocno rodzinnym. Mamy pokolenie dziadków, rodziców, mamy dzieci i młodzież. Wszyscy należą do rodziny Bravermanów, a część z nich to doskonale znane twarze (Peter Krause z 6 stóp pod ziemią czy Lauren Graham z Gilmore Girls).

Przez kilka sezonów, bohaterowie przeżywają najróżniejsze dramatyczne zwroty akcji – choroby, rozwody, adopcje, coming outy, ale najciekawszym z nich jest wątek dotyczący jednego z młodszych członków rodziny. Kilkunastoletni Max ma syndrom Aspergera, i choć teraz trudno w to uwierzyć, kiedy Parenthood debiutowało był to bardzo świeży telewizyjnie temat. Ja żadnych papierów do klinicznej oceny scenariusza nie mam, ale podobno ci, którzy się na spektrum autyzmu znają, Parenthood polecają jako elementarz tego, jak życie z zespołem Aspergera może wyglądać.

Bardzo przyjemny rodzinny seans z przerwami na łkanie. Czego chcieć więcej?

Brooklyn 99 (Dla fanów 21 Jump Street i Szklanej Pułapki)

To serial dla fanów Szklanej Pułapki, bo i główny bohater (grany przez znanego komika Andy’ego Samberga) jest ogromnym fanem tego filmu. Jeśli więc znacie kultowe powiedzonka Johna McLane to będzie wam śmieszniej. Ach – nawiązania do Friday Night Lights też tu są!

Brooklyn Nine Nine

Dłuższy czas nawet nie próbowałam podchodzić do Brooklyn 99, bo wydawało mi się, że to głupkowata komedia policyjna i odnowi moją traumę wywołaną przez obejrzenie Akademii Policyjnej, która wcale nie była śmieszna, a leciała w telewizji co chwilę. Na szczęście Netflix wziął i zaproponował mi seans Brooklyna, co okazało się jedną z lepszych decyzji komediowych tego roku. To jest naprawdę świetny humor!

http://fyeahb99.tumblr.com/post/99313170588

Brooklyn 99 ma tę cechę wielkich seriali komediowych, która polega na tym, że widz nie potrafi się zdecydować, którą z postaci lubi najbardziej i która go śmieszy najbardziej, bo wszystkie są i lubialne i zabawne. Duża w tym zasługa dobrego scenariusza i duża świetnej obsady. Uwaga – jest sporo powracających gagów więc warto oglądać od początku do końca.

And then there were none (Dla fanów Downton Abbey i retrokryminałów)

BBC jest mądre i od czasu do czasu tworzy miniseriale oparte na prozie Agathy Christie (najbliższa ekranizacja już w Święta!). Takim właśnie adaptowanym miniserialem jest And then there were none. Historię książkową możesz znać – bohaterowie zostają zaproszeni na wyspę, sami właściwie nie wiedzą po co. Na miejscu po kolei zaczynają ginąć, jak się okazuje, nie bez przyczyny i do tego w rytm makabrycznej rymowanki.

And Then There Were None

Serial dość wiernie oddaje fabułę książki, a wszystko ubiera w przepiękne senne plenery i szykowne kostiumy. Nie ma szaleńczego tempa, ale trzyodcinkowy seans dostarcza tylu estetycznych wrażeń (kto ogląda Poldarka, ten wie!), że tempa wcale nie brakuje.

Skoro przy adaptacji Christie jesteśmy to jeszcze mała ciekawostka autobiograficzna. Powieść ta była znana w Polsce kiedyś pod tytułem “Dziesięciu murzynków”, ale ja przez kilka ładnych lat znałam ją jako “Agataplisty dziesięciu murzynków”, a agataplista było słowem, które, jak mniemałam, oznacza jakąś wesołą przygodę. Wszystko przez mój ukochany film z dzieciństwa – Szatan z 7-ej klasy, w którym to filmie Adaś Cisowski sepleni tak straszliwie, że z Agathy Christie robi agataplisty. Bardzo byłam rozczarowana kiedy okazało się, że takie słowo nie istnieje.

It’s always sunny in Philadelphia (Dla fanów How I met your mother)

Czyli trochę serial o tym, że istnieją inne amerykańskie miasta niż Nowy Jork i Los Angeles, a trochę o tym, że jak już robić serial o przyjaciołach, którzy siedzą w barze to niech chociaż ten bar posiadają.

It's always sunny in Philadelphia

To jest serial z mocniejszym humorem niż ten, do którego przyzwyczaiły nas How I met… czy Przyjaciele. Tytuły odcinków z pierwszego sezonu? „Charlie Wants an Abortion”, „Charlie Has Cancer” czy „Charlie Got Molested” – pokazują jakie tematy mogą zostać do komediowych bądź co bądź odcinków doklejone. Swoją drogą, ten sezon kręcono w 2005 roku i teraz pewnie wyglądałby nieco inaczej.

Oprócz 4 głównych bohaterów (The Gang), w serialu pojawia się też Danny DeVito – moim ulubieńcem nie jest, zdecydowanie bardziej śmieszą mnie przygody “młodzieży”.

Ciekawostka – serial ten już jest zakontraktowany na 14 sezonów co czyni go najdłużej puszczanym sitcomem w historii (ex aequo z “The Adventures of Ozzie and Harriet”) – a, mimo wszystko, w Polsce można go umieścić w kategorii: mało znane seriale!. Jeśli masz dużo czasu i ochotę na odważniejsze żarty – spodoba się. Jeśli czasu jest mniej, to obejrzenie kilku początkowych sezonów też będzie lekką i przyjemną rozrywką.

Top of the lake (Dla fanów Broadchurch*)

*którzy spodziewają się lepszego niż Broadchurch serialu

Wybacz, ja nie mogę z Broadchurchem dojść do porozumienia, bo niby oba sezony mnie wciągnęły (trzeci mnie uśpił, ale oglądałam w samolocie więc może to te słynne strefy czasowe), a jednak nigdy nie był to dla mnie wybitny serial. A Top of the lake jest wybitny, przynajmniej w kwestii artystycznej. Cudowne zdjęcia, muzyka i przydługie sekwencje. Wszystko podkreśla nieco odklejony klimat serialu, który niby ma być kryminałem, ale nie do końca nim jest.

Top of the lake

Na kryminał składa się sprawa kryminalna i składa się główna bohaterka, która tę sprawę próbuje rozwikłać. Ale już sama sprawa kryminalna – czyli zaginięcie ciężarnej dwunastolatki w Nowej Zelandii, z gangami rodzinnymi i ekoszamańskim klimatem tworzy bardzo odrealnioną otoczkę. Ja to kupuję, bo jeśli sprawa kryminalna nie ma być najważniejsza, to niech chociaż cała reszta będzie interesująca. Tutaj jest. I piękna. Zachce wam się polecieć tymi słynnymi siedemnastogodzinnymi lotami, tak tam pięknie i trochę strasznie.

Happy endings (Dla fanów Friends)

Duże słowo co? Wszyscy widzieliśmy już dziesiątki seriali, które miały być nowymi Przyjaciółmi, a dostaliśmy co najwyżej How I met your mother. A ja teraz wyjeżdżam z serialem, który został zdjęty z anteny po trzech sezonach. O co chodzi?

Happy Endings

Happy Endings podoba mi się z dwóch powodów – po pierwsze, i najważniejsze, jest bardzo zabawny. Po drugie, doskonale wie z jaką legendą się mierzy i nie unika porównań. Tu też mamy sześciu głównych bohaterów, których przy odrobinie gimnastyki można przyporządkować do friendsowych archetypów. Niby inne miasto – tym razem jestesmy w Chicago, bohaterowie są też nieco starsi, a ich konfiguracja trochę inna (jedna para jest małżeństwem, inni właśnie się rozstali) – ale wszyscy wiemy o co chodzi i nawzajem z serialem puszczamy do siebie oko.

To nie jest serial, który zastąpi komukolwiek Przyjaciół, o nie. Ale jeśli szukacie miłego serialu na ciemne jesienno-zimowe wieczory – proszę bardzo.

http://what-grace-has-forgiveness.tumblr.com/post/119843461151/im-still-upset-that-this-show-got-cancelled

Younger (Dla fanów tatuaży i dowcipów, które już jutro będą nieaktualne)

Uwielbiam Younger i dziwię się, że nie zrobił wśród polskich widzów większego zamieszania, chyba, że zrobił, a ja jestem na to za mało younger. To serial o (i teraz proszę o cierpliwość, bo podstawa fabularna może nie zachęcać) 40-letniej kobiecie, która nie może odnaleźć się na rynku pracy po kilkunastoletniej przerwie, postanawia więc zatrudnić się jako asystentka w wydawnictwie i udawać, że ma dwadzieścia kilka lat. Ja wiem. Ja wiem. HRy, ZUSy, te sprawy – oszukać nie tak łatwo. Ale trzeba wybaczyć serialowi te kilka drobnych luk, bo jest przeuroczy.

Younger

Przede wszystkim Younger jest bardzo aktualne. Jest hype na różne interakcje mobilne? W Younger pojawia się młody inwestor, który ma appkę do dzielenia się pieniędzmi przez położenie telefonów na sobie. Pojawia się hasło “Netflix and chill”? Serial do tego nawiązuje. Drobnych aktualności jest sporo, a ta największa czyli cała oś serialu kręcąca się wokół prawdy i postprawdy idealnie wtapia się w rzeczywistość #fakenews.

Younger to też bardzo zabawny portret Millenialsów i zderzenia ich z członkami generacji X – pozostającą nieco w tyle dyrektorką marketingu Dianą (moja ulubiona bohaterka!) i próbującą udawać, że młodzieżowość przychodzi jej łatwo Lizą. I są wspaniałe kostiumy!

Younger

Mozart in the Jungle (Dla fanów Zwierza Popkulturalnego)

To właściwie nie jest zbyt mądra rekomendacja, bo jeśli ktoś jest fanem Zwierza, to przeczytał już bardzo dużo na temat Mozarta i nie uznałby go za mało znany serial. Ale co ja poradzę, że ten serial nie jest do niczego podobny? Jest Sherlockowa ekscentryczność, jest muzyka, nowoczesne spojrzenie na Nowy Jork.

Mozart in the jungle

Tytułowy Mozart miejskiej dżungli, w tej roli Gael Garcia Bernal, przez którego od dziesięciu lat płaczę za każdym razem na Amores Perros, jest wybitnym kompozytorem, który ma poprowadzić filharmonię z tradycjami. Jak możecie się pewnie (nie) spodziewać życie filharmonii to intrygi, emocje i narkotyki. Dodajmy do tego dawkę surrealistycznego nastroju i wspaniałą muzykę, która mimo wszystko jest dla bohaterów wartością najwyższą – mamy Mozarta.

Mozart in the jungle

Czy ja spodziewałam się, że tak bardzo wciągnie mnie serial o filharmonii? Nie, ale on wciągnął mnie, a ja pierwszy sezon wciągnęłam w dwa dni. I nie do końca wiem dlaczego. Zdecydowanie powinno się dać temu serialowi szansę (a szansę dać można, a jakże, na Amazon Prime) i przekonać na własnej skórze czy będziecie potem zasłuchiwać Sibeliusa na śmierć czy nie.

Który serial wybierasz?

W Poznaniu dzisiaj zapowiada się pogoda wyjątkowo nieserialowo przyjemna, ale musicie wziąć pod uwagę, że tutaj dzień i okolice dnia świętego Marcina, to bardzo poważna sprawa. Jak już skończycie spacerować i jeść rogale, to zapadnijcie się w kanapę i odpalajcie telewizory – wymówka przecież przednia, czas poznać te wam mało znane seriale i te właściwie to kojarzone, ale nigdy nie obejrzane.

Koniecznie daj znać jak wrażenia!

You Might Also Like...

4 komentarze

  • Reply
    Jakub Jaworowicz
    12 listopada 2017 at 11:38

    Bardzo ciekawa lista i z pewnością do niej będę wracać – skończyłem oglądać już wszystkie seriale z mojej listy, a został mi jedynie strzelec namiętnie proponowany przez NetFlixa. Zacznę więc od Bosha – będzie idealny po Blacklist – do 25 listopada zdążę ^^

    • Reply
      Ania
      12 listopada 2017 at 11:42

      Ekstra! Blacklist swoją drogą to też fajny, a niezbyt popularny serial 😉

  • Reply
    Krzysiek
    14 listopada 2017 at 18:36

    Sporo tego znam „ze słyszenia” (czyli na różnych stronach typu Hatak, Serialowa czy zwierza już o nich czytałem), co najmniej jeden (FNL) już zdaje się polecałaś jakiś czas temu na Ania w Kinie (ale do dziś nie obejrzałem). Ze swej strony mogę się tylko przyłączyć do rekomendacji dla „Mostu nad Sundem”, świetny serial z dosyć nieoczekiwanymi rozwiązaniami; no a Saga jest rewelacyjna, ma trochę z Sherlocka, ale znacznie więcej z androida.
    Cóż, może jeszcze tu wrócę po rekomendacje, choć prawdę mówiąc rzeczy typu #muszę#chcę#obejrzeć#przeczytać jest tyle, że nie starczy życia choćby i modyfikowanego genetycznie.

    • Reply
      Ania
      16 listopada 2017 at 19:33

      Oj tak, ja mocno wsiąknęłam w podcasty więc sterta #doprzeczytania i #doobejrzenia rośnie i rośnie 🙂

Leave a Reply