początki na biegówkach
Podróże Rychtyg życie

Moje początki na biegówkach – porady, linki i słowa otuchy

Przyznaję się do tego na “dzień dobry” – nie jestem wytrawną biegaczką narciarską. Ba! Na dobre rozpoczęłam swoją przygodę z cienkimi i długimi nartami dopiero w tym roku. Ale kiedy szykowałam się do pierwszego “poważnego” wyjazdu na trasy biegowe szukałam też wpisów takich jak ten – gdzie o początkach na biegówkach pisze ktoś… no wiecie, początkujący, ktoś z kim mogę próbować się porównywać. Chyba podejrzewałam, że ci doświadczeni nie pamiętają już jak to na starcie było trudno. (Spoiler: aż tak trudno to wcale nie było).

Czytaj więc dalej jeśli szukasz praktycznych obserwacji nowego adepta sztuki biegowej, ale jeśli chcesz zasięgnąć rady kogoś z dużym kilometrażem, to zapraszam na Rychtyg za kilka sezonów, obiecuję w międzyczasie nabijać dystanse aż miło!

Dlaczego zachciało mi się jeździć na biegówkach?

Och, bo to wszystko kwestia dziejowej niesprawiedliwości. Widzicie, urodziłam się na przepięknej Krajnie – to taki mało znany region wciśnięty między Kaszuby a Wielkopolskę. I długo mogę opowiadać o sielskim dzieciństwie w towarzystwie tropów zwierząt, grzybów, jagódek i czego tam jeszcze, ale niestety na nartach nikt w okolicy nie jeździł. Wyjazdy na zimowiska czy rodzinne szusowanie były ekstrawagancją, której nie zaznawał chyba nikt w mojej podstawówce. Dwadzieścia lat później jest już zupełnie inaczej, no ale teraz nie ma zim na bieganie w pobliskim lesie, więc tak czy owak straszna niesprawiedliwość. A małą Anię do tych “nudniejszych” (proszę nie przysyłać hejt-poczty, to nie moja opinia) nart ciągnęło od kiedy na elewacji domu nauczyciela pojawił się talerz satelitarny, a w telewizorze pojawił się Eurosport. To, że przez ostatnie dziewiętnaście sezonów sportów zimowych nie opuściłam prawie żadnych zawodów biathlonowych będzie jeszcze istotne, bo jak się okazuje trochę można się nauczyć jeździć na biegówkach oglądając telewizję.

Do biegówek można się też zachęcić oglądając telewizję – i tutaj na scenę wchodzi (cały na czarno) mój towarzysz na narciarskich trasach, którego jakimś cudem ominęła Kowalczykomania i biegówkami zainteresował się na dobre dopiero wtedy, kiedy włączyłam mu w którąś sobotę Eurosport. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądają nasze zimowe weekendy, o ile akurat nie jedziemy w góry.

No właśnie, bo w tym sezonie w końcu się udało zebrać się (to o Piotrku), zebrać dni urlopowe (to o mnie) i wybrać się do mekki polskiego narciarstwa biegowego, czyli do Jakuszyc. Trzy tygodnie później byliśmy już na kolejnym “wywczasie”, tym razem w Górach Sowich. Po cichu liczę, że jakieś kilometry uda się jeszcze w tym sezonie wykręcić. Czyli wpadliśmy. O tym jak zacząć żeby się nie zniechęcić (na własnym przykładzie) poniżej.

 

Style jazdy, teren i słowo-klucz: “ślady”

Ja wiem, ja wiem – każdy Polak się zna na skokach narciarskich, formule pierwszej i narciarstwie biegowym. Ale gwoli ścisłości – biegać na nartach można na dwa sposoby:

  • Styl klasyczny – czyli ten, którym wolała biegać Justyna Kowalczyk 😉 Technika mocno przypomina naturalne poruszanie się człowieka w trakcie chodzenia czy ślizgania się. Od “klasyka” rozpoczyna się zazwyczaj naukę jazdy na biegówkach, podobnie było w naszym przypadku.
  • Styl dowolny/łyżwowy, to technika nieco szybsza, właśnie dlatego kiedy styl nie jest sportowcom “narzucony” wybierają oni najczęściej łyżwę – ten styl obejrzycie na przykład śledząc zawody biathlonowe (do czego namawiam).

Rozróżnienie jest istotne, bo oba style wymagają nieco innych elementów sprzętu narciarskiego i są uzależnione od terenu. Co ciekawe, to styl klasyczny pozwala podobno na poruszanie się w dużo trudniejszym i nieprzygotowanym terenie, ale dla początkującego narciarza w kwestii trasy liczy się jedno zasadnicze pytanie:

Czy założone są ślady?

Ślady to wąskie tory, które pomagają jechać w odpowiednim kierunku i skupiać się na innych elementach techniki. Pierwsze zaskoczenie początkującej biegaczki? O rany jak trudno jechać do przodu bez śladów! Wyjątkiem są zjazdy, na których, z tego co zdążyłam zauważyć, śladów się czasem nie kładzie (albo nawet te przygotowane zostają bardzo szybko rozjechane przez ratuj-się-kto-może narciarzy).

Przygotowana trasa do narciarstwa biegowego w Górach Sowich

 

O tym jakie elementy techniki sprawiały nam (i sprawiają!) największe trudności, przeczytacie w kolejnej sekcji. Teraz jeszcze słowo o dobrym wychowaniu na trasie narciarskiej. Przede wszystkim – nie niszczymy śladów, bo potem Ania nie wie, w którą stronę ma jechać. Należy też uważać na innych narciarzy, obowiązuje ruch prawostronny, szybszy wyprzedza wolniejszego – o kodeksie zachowania na biegówkach i przydatnych zasadach napisała tutaj Ola Budzyńska, która jest obecnie największą popularyzatorką narciarstwa biegowego w online-sferze. My nigdy nie trafiliśmy na zatłoczony szlak, ale wyobrażam sobie jak ciężko musi być kiedy oprócz pilnowania własnej równowagi i koordynacji, łypiesz jeszcze na trasę czy aby ktoś się z przodu nie wykopyrtnął.

 

Na bardziej zasypanych trasach też biegaliśmy. Btw, widzicie te zaspę po lewej? Leżałam w niej dobrą chwilę po nieudanym trawersie na trasę biegnącą nieco poniżej.

 

Ach, obowiązuje też często górska zasada witania się na szlaku – nie wiem czy działa w sezonie szczytowym w Jakuszycach, ale z kilkunastu ludzi, których mijaliśmy na przykład na “Nietoperzu” w Górach Sowich, nikt nie przejechał obok nas bez dobrego słowa.

Początki na biegówkach – samemu czy z instruktorem?

Szczerze mówiąc, dla mnie nie było pytania i od razu zakładałam, że skorzystamy z pomocy specjalisty przy stawianiu pierwszych chwiejnych kroków na nartach. Z drugiej strony, spotkaliśmy osoby, które uczyły się same, po prostu wypożyczając sprzęt i próbując “chodzić” zgodnie z założeniem, że styl klasyczny przypomina naturalny ruch człowieka. I do tego dawali sobie całkiem nieźle radę – może więc jednak instruktor to niepotrzebny wydatek? Ja jednak trzymam się tego, że lekcja od kogoś doświadczonego (i wyszkolonego) jest bardzo cenna, bo pozwala od razu eliminować błędy, zwłaszcza takie, z których nie zdajemy sobie sprawy. W moim przypadku bardzo przydały się uwagi dotyczące ruchów kijkami, czegoś na co pewnie nie zwróciłabym uwagi przez pierwsze – dziesiąt kilometrów, skupiona na tym żeby utrzymać się w pionie. Argument praktyczny – koszt lekcji z instruktorem jest niewielką kwotą biorąc pod uwagę to ile jesteśmy zazwyczaj skłonni wydać na strój, sprzęt, posiłek na wakacjach czy nocleg. W naszym przypadku godzinne zajęcia dla dwóch osób wyniosły w sumie 100 zł, ale można znaleźć oferty jeszcze tańsze, zwłaszcza dla zajęć grupowych. U nas było i skutecznie i miło, a do tego jeszcze po lekcji porównaliśmy z instruktorem nasze typy biathlonowe, więc pełna satysfakcja.

I jak się jeździło za pierwszym razem?

No ale właśnie, miało być o tym, że telewizja pomogła mi w narciarstwie biegowym. Otóż okazało się, że ruch do stylu klasycznego jest właściwie dokładnie taki jak to sobie wyobrażałam i jak czasem na śliskich powierzchniach “ćwiczyłam” (prawa noga – ślizg, lewa noga – ślizg). Co za tym idzie, byłam prymuską na podbiegach. Piotrek z kolei okazał się (i tu też nie ma większego zaskoczenia) dużo sprawniejszym zjazdowcem.

Taaak, zjazdy – dla mnie zdecydowanie najtrudniejszy element jazdy na biegówkach. W teorii hamuje się podobnie jak na nartach zjazdowych – wykonując charakterystyczny “pług”. W praktyce… cóż, pług na cieniutkich i długich nartach biegowych to zupełnie inna historia. Warto więc poćwiczyć hamowanie na mniej stromych odcinkach, szybkie sposoby na podnoszenie się po upadku (jest ciekawie, bo narty się nie wypinają) i próbować przyzwyczaić się do prędkości, która – spójrzmy prawdzie w oczy – zabójcza nie jest, ale pogadamy jak założycie biegówki i spróbujecie zjechać z górki 😉

Jedno- czy dwugodzinna lekcja z instruktorem ustawi podstawy, a całą resztę podobno trzeba docierać przez pierwsze… sto kilometrów. Powtarzam to sobie zawsze kiedy się zamyślę i odruchowo zmieniam technikę na jej brak. Jeszcze trochę trasek i będę jak robot!

Czy na biegówkach naprawdę się biega? Co z kondycją?

Czas na szczere wyznanie – ja nie potrafię biegać. Fizycznie czy psychicznie, coś mnie w bieganiu przerasta, każe się zasapać i szybko zrezygnować. Wędrowanie to co innego: chociaż na ostrych podejściach czasem muszę przełączyć się na tryb “niemyślenia”, to mocno wierzę w maksymę, którą regularnie powtarza towarzysz górski i narciarski: Nogi poniosą. Czy powiedziałabym, że mam żelazną kondycję? A w życiu! Czy męczę się wchodząc na czwarte piętro? No, nie bardzo. Jestem więc pewnie przykładem statystycznej sportsmenki, która lubi sobie machnąć nogą (w moim przypadku raczej kettlem) na siłowni, ale też bardzo lubi serniczek i zalec na kanapie. Jak więc statystyczna Ania ocenia biegówki z kondycyjnego punktu widzenia? Otóż jest to sport wyjątkowo demokratyczny, bo skalowanie wysiłku odbywa się na różne sposoby.

Po pierwsze technika – bieganie klasykiem nie jest dla organizmu tym samym, co bieganie-bieganie, opisałabym to raczej jako ślizganie się, a wysiłkowo to coś pomiędzy chodzeniem a truchtaniem. Czy przebiegłabym na nogach 10 kilometrów? LOL, nie. Czy po 10 kilometrach na nartach byłam bardziej zmęczona niż po spacerze? Oj byłam. Trzymanie techniki, u mnie przynajmniej, przekłada się też na tempo poruszania się. Jadąc przykładnie jestem więc bardziej zmęczona niż gdybym tak po prostu stawiała nartę za nartą. Z drugiej strony takie “człapanie” po płaskim nie męczy prawie wcale, więc w momencie dużego zmęczenia chętnie na nie przechodziłam.

Człap człap na samej końcówce podbiegu na trasie “Nietoperz”


Po drugie – warto sprawdzić profil trasy, po której się poruszamy. Długość jazdy nie jest jedynym wyznacznikiem, należy sprawdzić też wzniesienia. Na jednej z tras które przebyliśmy, 150-200 metrów podbiegu, stromego tak, że wymagał ciągłego ruchu w górę zmęczyło mnie bardziej niż 7 kilometrów po względnie płaskim terenie, które już miałam tego dnia w nogach.

Wymagające są też zjazdy, te łagodne to okazja do odpoczynku, ale takie, gdzie musimy hamować mocno angażują nogi… no i głowę.

Po trzecie – tempo. Widziałam wielu bardzo doświadczonych biegaczy, którzy trzymali piękny styl jazdy, ale poruszali się “spacerowo”. Ja jeszcze tak nie potrafię manewrować rytmem jazdy, ale wszystko przede mną.

Podsumowując – można się zajechać, można się zrelaksować. Wiele wskazuje jednak na to, że opcja “pełen relaks” przychodzi już z pewnym doświadczeniem.

Sprzęt, strój i ekwipunek wzorowego narciarza

Początki na biegówkach nie muszą wcale dużo kosztować. Nawet jeśli jest się człowiekiem, który najpierw musi kupić sprzęt, a dopiero potem może uprawiać sport, to zestaw do biegania na nartach nie kosztuje fortuny.

Dla entuzjastów “z doskoku”, zdecydowanie bardziej opłaca się jednak wypożyczać sprzęt. Uprzedzając pytania, korzystaliśmy z dwóch wypożyczalni tej w Jakuszycach i tej w Górach Sowich. W obu byliśmy dobrze zaopiekowani, a wypożyczony sprzęt był bardzo dobrej jakości. Koszt wypożyczenia kompletu na jeden dzień to 25-35 złotych.

Co należy wypożyczyć? Narty, buty i kijki – to podstawa i na tym poprzestaliśmy. Samych rodzajów nart jest też sporo – dobiera się je w zależności od umiejętności, preferencji czy charakteru trasy, a długość “desek” od wzrostu i wagi. Ważna sprawa – upewnijcie się, że wiecie jak w konkretne narty się wpiąć i wypiąć. Rodzajów zapięć jest co najmniej kilka, a przetestowanie wiązań na sucho (ha! dosłownie) zwiększa szanse, że w śniegu też wszystko pójdzie dobrze.

Jak się ubrać? Istnieje kilka popularnych zasad, do których próbowałam zastosować się wybierając strój na trasy. Przede wszystkim, musi być wygodnie. I nogi i ręce muszą być mobilne (ale szpagatów robić nie będziecie, a przynajmniej nie specjalnie).

Druga dobra rada – warto ubierać się “na cebulkę”. Warstwy można zdejmować i zakładać w zależności od sytuacji. Szybko przekonałam się o tym, że temperatura odczuwalna zmienia się na trasie bardzo często: w odkrytym terenie wieje bardziej, pod górkę zawsze cieplej, padający śnieg zachęca do zakrywania głowy etc etc. Warstwy były więc bardzo przydatne. Od jak obfitej “łupinki” powinniśmy wyjść? Gdzieś przeczytałam poradę, żeby ubierać się tak jakby było o 10 stopni cieplej niż w rzeczywistości i brzmi to rozsądnie. Rzeczywiście – nawet jeśli przed pierwszym krokiem ręce marzły w rękawiczkach, to już po kilku minutach czułam, że mogłabym biec bez nich.

Ja dodam do tego wszystkiego jeszcze jedną zasadę – nie ma co szaleć z zakupami. Początki na biegówkach można spokojnie przeżyć w stroju poskładanym z tego, co mamy w szafie (o ile oczywiście mamy jakąś styczność z turystyką górską/sportem, bo z szafy z garniturami niewiele uda się wykorzystać).

Na stacji w Jakuszycach zameldowałam się w stroju-składaku, ale pełna entuzjazmu!

Zakupiliśmy jedynie bieliznę termiczną (w Decathlonie) – na zestaw składała się koszulka z długim rękawem i getry… z krótkim rękawem, przydały się więc wyższe skarpety. Pamiętajcie jednak, że buty biegowe są dużo wygodniejsze niż te do zjazdów narciarskich, więc w krótszych skarpetach też będzie dobrze.

Na pancerz z bielizny termicznej zakładaliśmy spodnie do górskich wędrówek, które spisały się bardzo dobrze, ale następnym razem planuję przerzucić się na legginsy do zimowego biegania. Pierwsze jazdy mogą obfitować w wywrotki więc warto ubrać coś co chroni przed wodą i wiatrem, bo inaczej zmarzniemy.

Nie wyobrażam sobie biegania na nartach w za ciężkiej czy krępującej ruchy kurtce. Ja postawiłam na zestaw: cienka bluza do trekkingu i cienka kurtka. Piotrek jeździł w nieśmiertelnej polaro-kurtce z North Face’a. Nikomu nie było zimno.

Na głowie można mieć oczywiście czapkę, ale dla mnie najwygodniejsza była kombinacja buffów (czyli takich komino-opasek) – jeden zakładałam na szyję (i w razie potrzeby podciągałam pod oczy), drugi używałam w charakterze opaski na uszy. Kiedy mokły mi włosy, zakładałam kaptur – czapką grzałam się dopiero po zejściu z trasy.

Shameless selfie żeby pokazać, że mimo dobrych humorów włosy czasem zamarzały

 

Wspominałam już o tym, że w ręce bardzo szybko robi się ciepło, nie ma więc co kombinować z narciarskimi rękawicami (zwłaszcza, że utrudniają posługiwanie się kijkami). Cienkie, sportowe rękawiczki wystarczą.

Ważna i zwięzła informacja dla okularników! Jeśli możecie, korzystajcie z soczewek. Każdy krótkowidz wie, że zmiany temperatur zimą powodują zaparowane szybki, To niedogodność, ale taka do przejścia. Gorzej kiedy na trasie pada śnieg – wtedy okulary zamarzają, a przecieranie szkiełek konieczne jest co kilkaset metrów. Pro tip: ręcznik papierowy w kieszeni może ratować sytuację.

Kominy + zamarznięte okulary w akcji

 

Na nartach warto mieć ze sobą telefon, przekąski (u nas hitem były mandarynki) i koniecznie napój. W wersji na bogato będzie to termos z herbatą i butelka z wodą, ale sama woda też będzie wybawieniem. Wiem, bo jednego dnia nie wzięliśmy picia, a ja po długim podbiegu żarłam śnieg – #choices.

Gdzie trzymać dodatkowe przedmioty? Spokojnie można biegać z nerką lub plecaczkiem.

Dokąd na biegówki? Subiektywny opis miejsc i tras dla początkujących

Jakuszyce, Góry Izerskie / Karkonosze

Gdzie spać? Jakuszyce (ale oprócz tras nie za wiele tam znajdziecie), Szklarska Poręba, Świeradów Zdrój

Trasy:

Na trasy w Jakuszycach nie sposób nie trafić – prosto z drogi wjeżdża się na parking (15 zł za dzień postoju), a stamtąd można wyruszyć już w butach narciarskich. Potem trzeba jeszcze pokonać przejście kolejowe, wpiąć się w narty i można ruszać w wielu kierunkach. Przed wycieczką polecam przeczytać opisy tras stworzone przez wypożyczalnię, z usług której korzystaliśmy – pomoże wam to zaplanować podróż.

Przebyliśmy obie trasy z kategorii “łatwe” czyli Dukty (2 razy!) i Orle. Każda z nich posiada długi, ale stosunkowo delikatny podbieg, każda ma też miejsca, w których można przyjemnie pozjeżdżać. Co jeszcze je łączy? Popularność wśród biegaczy. Specjalnie zaplanowaliśmy wyjazd w tygodniu i nie w trakcie ferii, a i tak mijaliśmy na szlaku sporo osób. Wyobrażam więc sobie co dzieje się w gorącym sezonie.

Pięknie przygotowana, szeroka trasa – oto Dukty w całej okazałości.

 

Protip – na trasie Orle warto zajrzeć do schroniska o tej samej nazwie, chociaż swoje po herbatkę trzeba odstać – my zrezygnowaliśmy widząc kolejkę i pobiegliśmy z powrotem o samej wodzie.

 

Zaparkowane narty pod schroniskiem Orle – teraz już rozumiecie jak długa była kolejka po ciepły napój

 

Ach, zwróćcie też uwagę na termin corocznej wielkiej imprezy biegówkowej czyli Biegu Piastów. Wtedy dopiero będzie tłok 😉

Przełęcz Jugowska, Góry Sowie

Gdzie spać? Bielawa, Nowa Ruda i inne miejscowości w pobliżu (my znaleźliśmy uroczy domek w Jemnej)

Trasy:

W okolicach przełęczy Jugowskiej wytyczono kilka tras (opisy i mapki tutaj), przejechaliśmy trzy z nich:

Niedźwiedź – przyjemny podbieg w jedną stronę, zaskakująco szybki zjazd w drugą (była bardzo efektowna gleba na zakręcie, niestety nikt nie nagrywał). Pogoda nie dopisała, ale przy dobrej widoczności są piękne widoki.

 

Niedźwiedź to mój spirit animal więc nic dziwnego, że biegło się wspaniale, mimo, że większość widoków była za mgłą.

 

Lis – zaczyna się tam, gdzie kończy się Niedźwiedź i prowadzi do Lisich Skałek. Biegliśmy w pięknej, mglistej aurze więc o reklamowanych widokach nie mogę za wiele powiedzieć, ale sama trasa jest bardzo przyjemna i szybka, a po drodze nie minęliśmy nikogo!

Nietoperz – tworzy pętlę, chociaż wielu biegaczy zdaje się przebiegać ją do połowy i zawracać. Wszystko dlatego, że po przepięknej widokowo i płaskiej terenowo połowie następuje podbieg, na którym zaczęłam rozumieć co czują narciarki na Alpe Cermis (to słynny morderczy finał cyklu Tour de Ski). Jak tylko złapałam oddech okazało się, że reszta drogi prowadzi w dół i chociaż mapka opisuje to jako “łagodny 1,5 km zjazd”, to dla nas okazał się dotychczas najbardziej wymagającym testem umiejętności hamowania i manewrowania na zjazdach.

Yup, tak tam pięknie

 

Protip – szukajcie aktualnych informacji o stanie tras i przygotowaniu śladów na tym profilu.

Mam nadzieję, że wpis “od początkującej dla początkujących” okazał się dla was pomocnym. Jeśli macie już za sobą pierwsze ślizgi na trasach biegowych i uważacie, że warto uzupełnić tekst o jakieś informacje, śmiało dawajcie znać w komentarzach. Ja wierzę, że uda się sekcje “trasy” zaktualizować nowymi opisami i zdjęciami jeszcze w tym sezonie. Do zobaczenia na biegówkach!

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply