wymarzona praca
Z głową

Odrzuciłam najlepszą ofertę pracy w moim życiu

Od miesiąca pracuję “na swoim” – mam własne biuro we własnym pokoju, a w nim biurko z komputerem. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że dzięki tej nowej konfiguracji zawodowej, nachodzą mnie różne refleksje na temat mojej dotychczasowej kariery zawodowej. A wiele wskazuje na to, że na samym jej starcie popełniłam spory błąd – odrzuciłam najbardziej korzystną ofertę pracy jaką kiedykolwiek dostałam.

Na czym polegała owa posada marzeń i dlaczego się na nią nie zdecydowałam? Na drugie pytanie mogę odpowiedzieć krótko – przez nieświadomość tego jak wygodne życie mogłabym prowadzić.

A co do oferowanych warunków, prezentują się one mniej więcej tak:

  • Wynagrodzenie 50 zł/godzinę pracy na rękę na umowie o pracę,
  • Wysokość wynagrodzenia nie jest uzależniona od jakości pracy,
  • W każdej godzinie pracy obowiązkowa przerwa 10-20 minut,
  • Praca w młodym, dynamicznym zespole,
  • Codzienne zadania są proste i powtarzalne, chociaż nigdy nie jest nudno,
  • Do obowiązków na stanowisku nie należą zadania strategiczne – są one planowane przez inny szczebel firmy,
  • Praca w warunkach bezpiecznych i komfortowych,
  • W tygodniu czas realnej pracy wynosi mniej niż 50% standardowego etatu,
  • Płatny urlop w wymiarze ponad 70 dni rocznie (+ dni ustawowo wolne od pracy),
  • Ochrona prawna przed zwolnieniem, ale nawet w wypadku redukcji przysługuje sowita odprawa,
  • Stanowisko, które “otwiera wiele drzwi” i jest poważane wśród społeczeństwa, a szczególnie wśród klientów.

Dodatkowo, dzięki samemu statusowi pracy na tym stanowisku, można dorobić sobie nawet drugie tyle korzystając z obfitego wolnego czasu i dzieląc się swoimi umiejętnościami jako niezależny konsultant.

 

Jakie trzeba mieć kwalifikacje do tych bajecznych warunków? Właściwie to… standardowe – ja mogłam się zatrudnić prosto po studiach.

Brzmi całkiem spoko, co nie?

Ja tymczasem wybrałam ścieżkę kariery, w której nie dość, że muszę co chwilę się doszkalać żeby pozostać “na powierzchni”, to jeszcze moje zarobki zależą bezpośrednio od jakości wykonywanej przeze mnie pracy. Ała.

Wspominałam już, że z tamtej, atrakcyjnej oferty zrezygnowałam przez własną nieświadomość. Jak to możliwe? Wyobraźcie sobie, że o większości z tych plusów dowiedziałam się dopiero w ostatnich tygodniach. Ironiczne jest to, że poważnie rozważałam podjęcie pracy na tym stanowisku, ale skutecznie zniechęciła mnie do tego bliska osoba, która powiedziała coś w stylu:

Ania, nie zniesiesz tego, że walisz głową w mur, jesteś ograniczona czyjąś strategią i na niewiele rzeczy masz wpływ. Zmieniaj świat po swojemu, bez tej firmy.

 

Jak myślicie? Czy to wystarczający argument żeby zrezygnować z tak atrakcyjnych warunków?

Sama miałam poważne wątpliwości – być może podjęłam złą decyzję, spróbowałam więc zweryfikować opis stanowiska, o którym ostatnimi czasy słyszę zewsząd.Weryfikacja nie była trudna, bo tak się szczęśliwie złożyło, że znam sporo krezusów wykonujących ten zawód marzeń. Czy rzeczywiście jest tak różowo?

Podobno nie, bo stawka godzinowa to i owszem, ale po wielu latach pracy i na najwyższym możliwym stopniu – a i to tylko wtedy jeśli wygodnie podzielimy miesięczną wypłatę przez liczbę godzin w “teoretycznie mniejszym etacie”.

Etat jest, jak się okazuje, tylko teoretycznie mniejszy, bo podobno dzień pracy trwa całkiem długo, a o 70 dniach wolnych można zapomnieć – i to wszystko w świetle prawa, żadna szara strefa.

To wzbudziło moje wątpliwości, ale hej – miliony ludzi pracują na etacie, urlopów nie mają za wiele i jakoś nie narzekają. Dopytywałam więc dalej. Okazuje się, że rzeczywiście, wynagrodzenie jest równe niezależnie od jakości pracy, ale z drugiej strony im lepiej się chce pracować, tym więcej trzeba robić i dalej zmniejszać pulę wolnego czasu, która przecież miała być jednym z kluczowych benefitów w tej pracy. To trochę nie fair, nie uważacie? Czyli starasz się bardziej, pracujesz więcej, wyniki zespołu są większe, a na końcu i tak nie możesz zarobić więcej niż koleżanka, która wychodzi z pracy punkt 14:00 przy dźwięku gwizdów nieusatysfakcjonowanych klientów. Słabo.

W ogóle z klientami jest podobno spora zagwostka – w czasie świadczenia usług na tym stanowisku jest się za nich całkowicie odpowiedzialnym, co gorsza dotyczy to też usług nieopłacanych przez firmę, świadczonych w czasie czasu wolnego – podobno może to być odpowiedzialność całodobowa, zwłaszcza w okresie wyjazdów służbowych.

Na tym nie koniec! Bliscy klientów czują, że świadczone usługi są złej jakości, że benefity służbowe się nie należą, że robimy wszystko byle jak aby móc potem dorobić sobie na prywatnych konsultacjach. To tyle jeśli chodzi o obiecywany szacunek społeczny.

Gwóźdź do trumny? Niezależnie od tego jak bardzo znasz się na swoim obszarze pracy, musisz trzymać się strategii wymyślonej przez kogoś innego. Nieważne, że jest nieskuteczna, nieaktualna czy wręcz błędna – wykonujesz i koniec, bo inaczej klient nie będzie w stanie uzyskać od firmy potwierdzenia, że usługi zostały wyświadczone.  

 

Brzmi znajomo? Tak, ta najatrakcyjniejsza oferta pracy w moim życiu dotyczyła stanowiska nauczycielki. I prawdą jest, że długo myślałam, że jednak się na nią zdecyduję – uwielbiam uczyć, czuję ogromną satysfakcję kiedy widzę postęp u uczniów, a poza tym jestem jednym z tych ludzi, którzy na widok papierologii do wypełnienia mają przyspieszony puls z radości.

Ale kiedy przyszło do decyzji o pracy pamiętałam przede wszystkim o tym, co w zawodzie nauczyciela mi nie pasuje – niskie zarobki to, jak opisałam wyżej, tylko szczyt góry lodowej.

Nie zmienia to faktu, że cały czas kibicowałam nauczycielom, zresztą mając w “branży” połowę rodziny i znajomych, trudno wypaść z obiegu informacyjnego. I kiedy w ostatnim czasie media społecznościowe zalewają opisy tego jak wygodne, proste i bezwysiłkowe życie prowadzą nauczyciele, postanowiłam zestawić ze sobą te domniemane benefity z rzeczywistością.

 

A rzeczywistość jest taka, że:

nie popierając postulatów protestujących nauczycieli, przyczyniasz się do spadku jakości nauczania w szkołach.

Niska płaca, brak impulsu do rozwoju, odrealniony program nauczania – to wszystko sprawi, że w oświacie pozostaną albo totalni zajawkowicze albo ludzie, którzy równie dobrze mogliby pracować gdziekolwiek, ale tu ciepło, bezpiecznie i nie trzeba się przemęczać.

Zgadnij, która grupa będzie stanowić większość i jaka część tej większości będzie doceniać indywidualny talent Twój czy Twojego dziecka. Odgadnięte? To odpowiedź zapisz w formie pisemnej, pilnując ustalonych zasad wykonywania obliczeń. Sorry, nie ma miejsca na różnorodność, trzymamy się klucza.

 

To co się zmieni po strajku?  Czy 1000 złotych więcej sprawi, że zachce mi się pracować w szkole? Pewnie nie, bo nadal będę miała ten okropny dylemat: wyjaśnić im jak to możliwe, że prezydentem został Trump, mimo że dostał mniej głosów niż Clinton, czy jednak tłuc z nimi zaproszenie pisemne na przyjęcie urodzinowe (LOL), bo to może być na maturze?

Nie chcę mieć takich dylematów. Nie chcę pracować w szkole, w której mój rozwój nie ma większego znaczenia, w której wszystkich jak leci, i tych dobrych i tych kiepskich chroni Karta Nauczyciela, a kiepscy czują się przez to komfortowo w swojej przeciętności.

Oczywiście, że szkolnictwo w Polsce potrzebuje głębokiej reformy, to nie ulega wątpliwości. Ale podniesienie wynagrodzeń jest koniecznym startem jeśli chcemy utrzymać w zawodzie tych najlepszych.

 

Popieram strajk nauczycieli i wszyscy powinniśmy jeśli zależy nam na wysokiej jakości nauczania.

Jeśli chcesz przeczytać więcej na ten temat koniecznie zajrzyj tutaj:

You Might Also Like...

5 komentarzy

  • Reply
    Basia
    3 kwietnia 2019 at 08:44

    Wielkie dzięki za wspominkę! A co wpisu – zgadzam się w stu procentach. To jest totalnie żałosne, że nauczyciele są zmuszeni, żeby protestować. I całym serduchem trzymam kciuki, żeby im się udało. A przede wszystkim, żeby w świadomości ludzi, ten zawód znalazł szacunek i respekt.

  • Reply
    Katarzyna Kwaśnik
    3 kwietnia 2019 at 14:07

    Wspaniały, a może bardziej refleksyjny. Na pewno przewrotny i przez to genialny.Dziękuję

  • Reply
    Micha
    4 kwietnia 2019 at 14:35

    Nie, nie, nie, nie pakuj się w to, w tym zawodzie dzieje się coraz gorzej – powiedziała podobna rzesza bliskich przy moim wyborze. A to było dobre 7 lat temu i nic się nie zmieniło… Pozostaje brnąć w inne lub… szkoła językowa Wąsoszki-Village:)

    • Reply
      Ania
      5 kwietnia 2019 at 11:20

      Oo! te Wąsoszki Village to brzmi jak dobry plan 😉

  • Reply
    Ania
    6 kwietnia 2019 at 20:32

    Dziekuję

Leave a Reply