Podróże USA Roadtrip

Jak planuję wyjazd do USA?

Wiecie jaki jest największy podróżniczy koszmar? Ano taki, że jedziesz gdzieś, a potem wracasz i dowiadujesz się, że 100 metrów od Twojej trasy były najlepsze pączki w mieście. Albo ukryta perełka architektury. Albo samochody zakopane pośrodku pola. I to jest, moi drodzy, coś, co prześladuje mnie szczególnie w kontekście wyjazdu, o którym marzę od kiedy Brenda z Brandonem przeprowadzili się z Minnesoty do Kalifornii.

Ja wiem, banał. Ta Ameryka, ci ludzie na tych deskorolkach, tamte burgery podobno bez konkurencji nad Wisłą. No i wszystko guzik, ja i tak bardzo chciałam nad ocean. To jadę, nie?

Na początek garść faktów: trzy tygodnie na przełomie września i października, Kalifornia z małym detourem do Nevady i Arizony, we dwójkę.

Właściwie to ten wpis mógłby nazywać się “jak zaplanować wyjazd do USA?”, ale trochę nie wypadałoby ogłaszać się królową modelowego planowania wyjazdów za ocean, skoro nasz Arbuz jeszcze nawet nie oderwał się od niemieckiej ziemi. Za to chcę opisać to, w jaki sposób zmniejszam prawdopodobieństwo, że mój największy koszmar, ten o najlepszych pączkach w mieście, dojdzie do skutku. Co mnie zaskoczyło, co przytłoczyło, i dlaczego nie da się jeździć ze mną na wakacje?

USA to duży i piękny kraj

6 lat anglistyki nie nauczyło mnie tego jak duży i piękny. I jedno, i drugie przysparza całkiem sporo kłopotów. Sama Kalifornia jest dużo większa niż Polska, wszędzie jest daleko, a w Los Angeles zmieściłoby się kilka Warszaw. Z drugiej strony wszystkie te rzeczy “po drodze” są zbyt ładne żeby ot tak pomachać im tylko zza szybki. Więc nie da się w jeden dzień śmignąć przez Yosemite, Sequoię i do tego jeszcze najlepiej Death Valley. Seriale, studia i internet przygotowały mnie na mnogość atrakcji miejskich, ale niekoniecznie tych naturalnych. O parkach narodowych musiałam czytać i czytać i czytać, co prowadzi do kolejnego punktu:

Najważniejszy jest gruntowny research

Posty Nieśmigielskiej o Ameryce mogę cytować z pamięci (wreszcie ktoś pisze o tych ładnych parkach narodowych, o których nikt mnie nie uczył!). Agata wie wszystko o San Francisco, a dzięki temu ja czuję, że wiem trochę więcej. Przeanalizowałam też kalifornijskie serie wpisów Andrzeja Tucholskiego, Wandergirl, Tu i Tam, Zbieraj się i niezliczone pojedyncze wpisy Polaków i nie-Polaków. Pomogło i dostarczyć informacji i przytłoczyć właśnie tą masą atrakcji, polecajek i dystansów do zaliczenia w 21 dni. Tu następuje faza: od czego właściwie zacząć?

Wszystko zaczyna się od brzydkiej kartki

Brzydka kartka uratowała mi tyłek, kiedy natłok opcji i limit dni zupełnie nie chciały się pokrywać. Powstała w 15 minut i nanieśliśmy potem na nią tylko dwie drobne zmiany. Od tej pory mieliśmy plan na nasz wyjazd do USA – brzydki plan ale plan, który można było przenieść na piękne karteczki i wielkie powierzchnie.

Pierwszy plan wyjazdu do USA

Kiedy moja księgowa usłyszała o kolorowych karteczkach, powiedziała “ja bym nie mogła jechać z panią na wakacje”. I nie dziwię się – wizja 6 arkuszy formatu a3 z karteczkami dotyczącymi większości chwil dnia, to nie jest zajawka dla każdego. Ale nic mi nie daje większej radości niż świadomość, że jeśli zachce mi się pączka, to mam żółte karteczki z jedzeniem i różowe z atrakcjami i pomarańczowe z noclegami i zielone z transportem. Taki tam, komforcik.

Ach i karteczki wymusiły na mnie dokładne przestudiowanie planów miast i zrozumienie, że choćbym bardzo chciała to nie przebiegnę pół Los Angeles jak Ryan Gosling w drodze na molo (o tym nieszczęsnym molo zresztą jeszcze później). I wiem już, po której stronie ulicy można kupić bilety na komunikację miejską, bo na Google Street View widziałam. Ojezu, zaczynam rozumieć moją księgową.

Wizualny plan wyjazdu do USA

W USA nie ma szwagrów

To znaczy są, chyba. Ale sytuacji “przyjdziemy ze szwagrem i się załatwi” to ja wolę unikać. Dlatego wszystko obsesyjnie sprawdzam, bo bardzo się boję zrobić coś nie tak z prawnego punktu widzenia. Korzystając z tego, że za ocean można w dzisiejszych czasach dzwonić za darmoszkę, obdzwoniłam wszystkie miejsca w dziczy, w których chcieliśmy się zatrzymać z pytaniem czy aby można. Reakcja basowego forest rangera, do którego dzwoni laska z Polski zapytać czy to nie problem, że na jego terenie chce spać w samochodzie?

Dobrze, że dzwoniłam za darmo, bo pan śmiał się bardzo długo. Ale potem powiedział, że właściwie nie możemy, co zaoszczędziło nam kilkudziesięciu kilometrów w złą stronę, a potem jeszcze polecił miejsca gdzie spać można, no bo skoro dzwoni już ta laska z Polski to wypada być pomocnym obywatelem. O mało co nie pożegnałam go słowami “thank you for your service”.

Moja mała planerska paranoja sprawiła też, że już wiemy, że dotychczasowy szlak pod znak Hollywood jest zamknięty więc trzeba kombinować inaczej. A już w ogóle nie każcie mi zaczynać wykładu na temat La La Land. Miało być zwiedzanie filmowych lokacji, znalezienie ich w internecie to zresztą żaden problem. Większe wyzwanie stanowi dotarcie do ich stanu faktycznego. Takie molo, na ten przykład, wcale nie ma już pięknych latarenek ani ławeczek i przypomina stary pomost nad jeziorem Borówno w Kujankach. City of stars, my ass!

Plan na zwiedzanie Silicon Valley

Oszczędzaj, gdzie można oszczędzać (i nie oszczędzaj, gdzie oszczędzać nie chcesz)

Bądź zaradny i zainspiruj się amerykańską kupono-manią. W skrócie – jeśli za coś płacisz, a w formularzu jest miejsce na promo code, to ten kod istnieje, znajdź go. Wykorzystaj to, że możesz założyć monity na najkorzystniejsze okazje.

Monitorowanie Google Flights zostało uwieńczone idealnym lotem, w prawie idealnej cenie. Gwoli ścisłości: ja nie walczyłam, tylko wymieniałam czego nie chcę – za małych samolotów, za nowych linii lotniczych, lotów wybranymi samolotami przez wybrane pasma górskie.

Korespondencja z wypożyczalniami samochodów zaowocowała zniżką na $100 (albo na dwie paletki Kat Von D, to już kwestia waluty jaką wolicie). Pan z muzeum komputerów uświadomił mi, że możemy wbić na event dla lokalnych techiesów (będzie jedzenie!), tylko dlatego, że będziemy tego dnia w muzeum. Po kilku tygodniach analizowania cen na airbnb znaliśmy wady i zalety wszystkich możliwych miejscówek.

Na szczęście mapa roadtripa nie przypomina jeszcze dorodnej cebulki, a raczej serduszko, prawie takie jak w obrysie Kalifornii od paru lat noszę na kostce. Trochę też kurę w sumie.

Plan roadtripu po USA

Ruszamy za 9 dni. Jeszcze walizki nam brakuje, ale są karteczki kolorowe więc mogę spać spokojnie.

You Might Also Like...

1 Comment

  • Reply
    Iza
    6 września 2017 at 18:01

    Te karteczki – cudowne <3 Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja jestem takim planującym freakiem 😀

Leave a Reply