Bardzo Rychtyg

Najbardziej rychtyg – podsumowanie roku 2017

Te kilka dni między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem to jeden z moich ulubionych okresów w roku. Zazwyczaj wtedy nie pracuję “pracowo”, nie mam też większych zobowiązań towarzyskich, a jedyną przeszkodą pomiędzy mną, a perfekcyjnie zaplanowanym wejściem w styczeń jest sterta książek i seriali odkładana “na święta”.

W tym roku udaje mi się pogodzić i stertę zaległości kulturowych i rozpisanie planów, z których za kilka miesięcy mogę się rozliczyć. Ha! Był nawet czas na podsumowanie mijających dwunastu miesięcy, którego esencję widzicie tutaj. Esencja jest nieco osobista chociaż przefiltrowana do takich rzeczy, które was jako czytelników Rychtyga mogą interesować. Mam więc nadzieję, że na koniec czytania tego wpisu będziecie mieli otwarte chociaż kilka zakładek z polecajkami, do których linkuję. Podsumowanie roku 2017 oczami Ani: start!

 

Marzenia - podsumowanie roku 2017

 

Nie wiem kiedy dokładnie po raz pierwszy pojawiła się moja nieposkromiona miłość do wszystkiego co amerykańskie, ale na pewno łączyło się to z łupaniem w gry komputerowe z kalifornijskimi krajobrazami i słuchaniem łupiącej muzyki zza oceanu. W 2017 roku wreszcie udało mi się zjechać moją wyśnioną i wytatuowaną na kostce Kalifornię. O mniejszych i większych przygodach z naszego US Roadtripa możecie poczytać pod tym linkiem, trzy tygodnie nad oceanem nosiły wszelkie znamiona spełnionego marzenia. No, może poza tym, że zostałoby się dłużej i zjechało więcej, ale od tego są plany na kolejne lata.

W związku z tym, że całoroczną optykę wspomnieniową wyjazd do USA absolutnie przyćmiewa, trudno się dziwić że, przynajmniej częściowo, podsumowanie roku 2017 jest z Ameryką ściśle związane.

Zaczęło się od dwukrotnej wizyty w kinie na La La Land, który może i z Los Angeles, które zobaczyłam ma niewiele wspólnego, ale wyczekuję chwili, w której pojawi się na jakiejś platformie streamingowej żeby obejrzeć kolejny raz. Nie było to może największe kinowe poruszenie tego roku (o nich więcej piszę poniżej), ale zdecydowanie największa eksplozja radości i obowiązkowy soundtrack samochodowy.

W przygotowaniu do wyjazdu czytałam również kilka książek Ameryce poświęconych. Jak zwykle wydawało mi się, że mam mnóstwo czasu i przeczytam mnóstwo pozycji, więc pierwsze co ściągnęłam na czytnik to Grona Gniewu Steinbecka. Utknęłam na stronie tytułowej, bo bardzo szybko okazało się, że wcale nie mam tyle czasu żeby zgłębiać historię Kalifornii z czasów Wielkiego Kryzysu. Sorry John, może uda się załapać do ulubieńców 2018.

Nie przeniosłam się wcale tak daleko w czasie jeśli chodzi o około-amerykańskie lektury, bo (z początkową niechęcią) sięgnęłam po Asfaltowy Saloon, reportaż-gawędę Łysiaka z lat 70-tych. O niechęci wspominam przez wzgląd na współczesną publicystykę autora, ale Asfaltowy Saloon pozytywnie mnie zaskoczył – można tam znaleźć bardzo ciekawe i nieoczywiste informacje o historii USA i genezie popularnych (i mniej popularnych) turystycznych atrakcji. Dobra lektura uzupełniająca dla wszystkich, którzy planują wyjazd do Stanów.

Bardzo amerykańsko było też w kwietniu kiedy na kilka dni porzuciłam poznański transport publiczny na rzecz chodzenia wszędzie piechotą, bo na uszach miałam bardzo ważny podcast do przesłuchania, a tramwajem to za szybko wszędzie dojadę. Mowa o S-town, podcaście, o którym wam już wspominałam w jednym z odcinków Bardzo Rychtyg. Wspaniała lekcja storytellingu i bardzo wstrząsające słuchowisko. No i Ameryka, ta południowa, wiejska i mocno sfermentowana.

W telewizji też było bardzo zachodnio. Mindhunterem już się raz na blogu zachwycałam, ale w oko wpadło mi też kilka innych seriali z bardzo amerykańskim motywem przewodnim. American Gods na zmianę zachwycał i zaskakiwał, a nawet jeśli nie jesteście podekscytowani na myśl o przewrotnym serialu drogi, to możecie rozkoszować się stroną wizualną i muzyczną przedsięwzięcia.

2017 to był rok serwisów streamingowych, ale oprócz oczywistego Netflixa, świetną inwestycją okazał się też Amazon Video, na którym oglądałam i wspomnianych Amerykańskich bogów i Boscha czy Mozarta w dżungli (o wszystkich możecie przeczytać w moim rankingu mniej znanych seriali, które warto obejrzeć). Netflix oczywiście też dawał radę: od kilku dobrych miesięcy obiecywałam sobie, że przy okazji najbliższej choroby biorę się za Riverdale i pod koniec roku wreszcie mi się udało zachorować na tyle, że chciało mi się jedynie oglądać amerykańską młodzież. Okazało się, że serial wciągnął mnie na dobre i był bardzo estetyczną odskocznią na frustracje młodego Polaka-serialomaniaka, któremu przyszło oglądać Belfra.

Na Netfliksie trafiłam również na najbardziej zaskakującą rozrywkową perełkę roku, ale o tym trochę więcej poniżej.

 

Girl power - podsumowanie roku 2017

 

To był rok Girl Power i to nie tylko w moim życiu, w którym (mniej lub bardziej spektakularnie) przesłanie “dziewczyna nie może? Potrzymaj mi piwo!” staram się realizować od połowy lat 90-tych (chociaż wtedy to raczej “potrzymaj mi Vibovit”). Kobiety coraz bardziej rządzą światem i to nie tylko dlatego, że Beyoncé tak mówi.

Zaczynamy z wysokiego C bo od wspomnianej wyżej najbardziej zaskakująco-pozytywnej rozrywki mijającego roku. Chodzi o RuPaul’s Drag Race, reality show dostępnego na Netfliksie. Programu, któremu przyświeca hasło “may the best woman win”, bo konkurują w nim drag queens. I tutaj miejsce na posypywanie popiołem, bo o tym jaki to rewelacyjny program słyszałam już wiele razy, ale z powodu własnej ignorancji (“e tam, żadna sztuka się przebierać w sukienki”) za oglądanie się nigdy nie wzięłam. Teraz już wiem, że sztuka i chciałabym kiedyś być w ułamku tak bajeczna (i dobrze wykonturowana) jak uczestniczki programu. Polecam dla kampowego klimatu, humoru na granicy i pięknych makijaży.

W kinie, telewizji czy internecie też było sporo wspaniałych kobiet przebijających szklane sufity i pokonujących różne przeszkody. Bardzo wzruszałam się na seansie Ukrytych Działań, kibicowałam bohaterkom Big Little Lies, a na YouTubie oglądałam przemówienia Reese Witherspoon czy Pink.

Ok, ok – w całej tej podniosłej atmosferze nie zabrakło mniej spektakularnych działań pod hasłem girl power. Już w 2016 roku, powodowana lekkim znużeniem i wspomnieniem jak fajnie to było kiedy człowiek mógł się uczyć matematyki w szkole, próbowałam zaprzyjaźnić się z Pythonem, językiem programowania, który ma bardzo korzystny stosunek prostoty do mocy. W 2017 pozwolił mi robić tak istotne dla ludzkości działania jak obliczanie BMI załogi Sokoła Millennium czy analizowanie danych dotyczące przeżywalności na Titanicu. I wiecie co? Okazuje się, że istnieje korelacja pomiędzy płcią oraz klasą, w której ktoś był na Titanicu zakwaterowany, a jego szansą na przeżycie katastrofy. W skrócie – to głównie ubodzy faceci zginęli. Świat to wie od 1997 roku. Cóż, wystarczyło obejrzeć te parę godzin filmu żeby dojść do podobnych wniosków, a ja grzebałam w nieusłuchanych tabelkach przez dobry tydzień.

I co z tego całego programowania wynika? Otóż to, że im dalej w las, tym wie się, że do nauki zostało bardzo dużo. Rok 2018 będzie więc siłą rzeczy również rokiem Pythona oraz (miejmy nadzieję) coraz bardziej usłuchanych tabelek z danymi. No i Girl Power, wiadomo.

 

Rychtyg - podsumowanie roku 2017

 

Pisząc podsumowanie roku 2017 nie mogę nie wspomnieć o Rychtygu jako takim. Blogu, do którego założenia w końcu dorosłam, a wy go czytacie – brawo my wszyscy!

Ale oprócz bloga o tej nazwie, w 2017 całkiem sporo rzeczy okazało się być rychtyg. Były piękne wzruszenia w kinie – nadal nie mogę się zdecydować czy bardziej poruszył mnie Moonlight czy Manchester by the Sea. Była w kinie też duma z polskiego kina, ale jakby co to pamiętajcie kto się go nie wstydził już kilka ładnych lat temu! Odwiedziłam kilka ciekawych escape roomów (najbardziej super były poznańskie Time4Secrets, Exodus i Twierdza Tajemnic), a na pubquizach przypomniało mi się jak bardzo lubię ciekawostki.

Zaczęłam też oglądać Grę o Tron! I chociaż wiem o większości istotnych wydarzeń z internetowych memów, których uniknąć chyba się nie da, to ogląda się całkiem przyjemnie, częściowo zrozumiałam o co z tym szaleństwem na punkcie tego serialu chodzi.

Udało mi się rozegrać (w zgranym składzie) 3 partie kolejnych scenariuszy Time Stories i polecam wam tę planszówkę z całą mocą. Ależ to jest dobre! Na czele mojego prywatnego rankingu jest cały czas Asylum, a pomiędzy poznanymi dodatkami nie potrafię chyba wybrać jednoznacznego ulubieńca. Proroctwo smoków ma najmniej “mój klimat”, ale ciekawe twisty. Sprawa Marcy byłaby chyba na pierwszym miejscu gdyby nie sromotna porażka jaką w jednym aspekcie ponieśliśmy. Co skrywa maska ma sporo innowacyjnych rozwiązań, ale też nie zapadła mi w pamięć tak jak poprzednicy. Rekomenduję więc grać według kolejności wydawania poszczególnych części (oszczędzi wam to też mikrospoilerów, które w grze występują), będą państwo zadowoleni!

Chciałabym jakoś intelektualnie podsumować ten rok czytelniczy, ale tak się złożyło, że w moje ręce (i na dysk mojego czytnika) wpadała raczej literatura popularna i non-fiction. Z (bardzo) popularnych pozycji polecam wam całą serię o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Można przyczepiać się do intryg czy stylu (albo nie przyczepiać się bo to ma być rozrywka i już), ale bardzo kumam mroczno-baśniowe spojrzenie autorki na polską prowincję i ten aspekt książek spodobał mi się najbardziej. Co z lekturami niepowieściowymi? Najmądrzejsza stałam się od książki “Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego i jeśli jakimś cudem ktoś z was jeszcze jej nie ma, to koniecznie zamawiać!

Rok zamykam z trzydziestoma kilkoma odfajkowanymi książkami i postanowieniem, że w końcu założę konto w jakimś serwisie dla czytelników, żeby przeczytane książki móc zliczać, oceniać i powracać do danych z okazji takich właśnie podsumowań.

Trochę też w tym roku pojeździłam. W marcu odwiedziliśmy Pragę, gdzie głównie właziłam na górki i jadłam. Dwa razy byłam też we Wrocławiu, którego unikałam przez lata bo miasto-rekordzista w dziedzinie mostów to, sami rozumiecie, nie jest do końca moja strefa komfortu. Pojechałam, zjadłam pyszne jedzenie w Panczo i w Ośmiu Miskach, ani razu nie wpadłam do rzeki ani nie ujawniłam żadnego topielca – pełen sukces.

Piękna, chociaż deszczowa była też Suwalszczyzna połączona z Podlasiem, a Stańczyki to jedna z najbardziej przegapionych polskich perełek. Wszystko wygląda na to że 2018 da kilka okazji do zwiedzania podobnych lokalnych skarbów, więc stay tuned!

A na koniec sekcji coś z internetu – mój ulubiony teledysk tego roku, i z tych 100 milionów obejrzeń jestem odpowiedzialna za całkiem spory kawałek. Jeśli nawet widzieliście już ten teledysk i kochacie babcię Macklemore’a tak samo jak reszta świata to jest szansa, że przegapiliście film, który podnosi wzruszenia do potęgi czyli nagranie jak starsi ludzie na ów teledysk reagują. Incepcja emocji, czas start!

Żebyśmy tacy zapłakani i zasmarkani nie weszli w ostatnią część wpisu to jeszcze tweet, który rozśmiesza mnie od kwietnia. Pies, który dostał legowisko w rozmiarze XS, ale jest dobrym pieseczkiem i nie chce nikomu zrobić przykrości więc udaje, że wszystko jest ok – zobaczcie.

 

Plany - Podsumowanie roku 2017

 

Kulturowo-polecajkowe podsumowanie roku 2017 za nami, wypadałoby opowiedzieć trochę o swoich internetowych planach na następne dwanaście miesięcy.

Zaczynamy od najbardziej suchego – “będzie się działo na Rychtygu” (żebyście nie myśleli, że humor na blogu ulegnie poprawie, oj nie). Więcej tekstów, lepsza jakość tego co tekstom towarzyszy, walka z wiatrakami zasięgami. Na samym początku roku poczytacie o drugiej części naszej amerykańskiej wyprawy (tak, tak jeszcze zostało całkiem sporo miejsc do opisania) i o pewnych ważnych ludziach, o których wiem bardzo dużo, a nigdy ich nie poznałam. Będzie w tym roku trochę o programowaniu, równie sporo o życiowych odkryciach (życie = Netflix, wiadomo), a przede wszystkim tekstów takich jak ten, do przygotowania których muszę dojść na koniec internetu (i wrócić).

Ach i będzie newsletter! Bo jak się okazuje, newsletter, podobnie jak doniczka z monsterą i azjatycka pielęgnacja twarzy, jest elementem, bez którego po prostu nie można ułożyć sobie życia. A już szczególnie w 2018. Do zobaczenia więc w nowym roku, super że jesteście!

You Might Also Like...

5 komentarzy

  • Reply
    Z
    31 grudnia 2017 at 14:34

    Pierwszy! 😀 Do Newslettera może warto wypróbować https://www.getrevue.co ?

    • Reply
      Ania
      1 stycznia 2018 at 09:17

      Sprawdzę!:)

  • Reply
    Krzysiek
    1 stycznia 2018 at 09:18

    Zanosi się pasjonująco, czekam na te nowe wpisy. Ha, a ten jest moim pierwszym gdziekolwiek w Roku Pańskim 2018.
    A, i dzięki za linka do babci Macklemore’a, mam cedeka „The Heist” (głównie dla „Can’t Hold Us), ale „Glorious” jakoś mnie ominęło.

    • Reply
      Ania
      1 stycznia 2018 at 16:36

      O to dobrze, że nadrobione! Miedzy Heistem, a najnowszymi nagraniami Macka w ucho wpadło mi też jego Downtown z baardzo spektakularnym teledyskiem 😉

      • Reply
        Krzysiek
        1 stycznia 2018 at 20:10

        „Downtown” wylądowało w Spotify chwilę później 😉 Ja w zasadzie rapujących to słucham tak mocno średnio, a ich nawijek to niemal w ogóle nie rozumiem, ale zawsze doceniam, jeśli są fajne rytmy, a we wspomnianych utworach jest takie fajne bujanie funky, gdzieś tam dęciaki, przeszkadzajki itp. smaczki. I to lubię.

Leave a Reply