Blogowanie Podróże

Poznań dla uczestników BCP 2018 – cz. II: Wschód

BCP czyli Blog Conference Poznań, to idealna okazja nie tylko do zdobycia niezłej dawki blogerskiej wiedzy i zawarcia nowych znajomości – można też spędzić czas pomiędzy wykładami na poznaniu nowego miasta. Konkretnie miasta Poznań, które kiedyś hasłem miasto warte Poznania się zresztą reklamowało. W poprzednim odcinku tej dwutomowej serii oprowadziłam was po zachodniej części miasta. Było o Jeżycach, Łazarzu i samych Targach Poznańskich, na których BCP się odbywa.

Przeczytaj pierwszą część przewodnika Poznań dla uczestników BCP

Dzisiaj wędrujemy na wschód, a do tego wędrujemy nie pętlą, tylko cały czas przed siebie. Taką wycieczkę zafundujcie sobie raczej po zakończeniu wykładów, bo warto przeznaczyć na nią trochę więcej czasu. A skoro wędrujemy w kierunku Starego Miasta, które i tak jest często celem wycieczek wieczornych, to wszystko powinno się pięknie logistycznie zgodzić.

W Poznaniu istnieje coś takiego jak główny szlak turystyczno-kulturowy, który nazywa się Traktem Królewsko-Cesarskim. Będziemy dzisiaj podążać mniej więcej w zgodzie z nim, chociaż ze względu na odwrotny kierunek zwiedzania, właściwszą nazwą byłby Trakt Cesarsko-Królewski. Zaczynamy bowiem od Dzielnicy Cesarskiej, rozciągającej się tuż za torami.

 

Twierdzenie Poznania

Zanim jednak przekroczymy któryś z wiaduktów, krótka lekcja topografii Poznania. Przyjrzyjcie się mapie centrum miasta:

BCP 2018 - mapa Poznania

Nietrudno zauważyć, że główne ulice oraz rzeka zamykają centrum kształtem okręgu. Na jego północy znajduje się stuhektarowy obszar zieleni czyli poznańska Cytadela. Skąd to się wszystko wzięło? Otóż na mapie zachował się dość precyzyjny zarys wewnętrznej części Twierdzy Poznań (Festung Posen), która szczelnie otoczyła miasto, znajdujące się wtedy się na terenie Prus. W międzyczasie, skuteczność tego typu twierdz została podważona – nowocześniejszą opcją miało być zbudowanie pojedynczych fortów, które tworzyły pierścień o znacznie większym promieniu. Akurat te forty zachowały się w większości do dzisiaj (możecie poszukać ich na mapie Poznania – łatwo rozpoznać je po charakterystycznych kształtach trapezu i sześciokąta).

Pod koniec XIX wieku, kiedy Poznań został otoczony kilkunastoma nowymi fortami, stare fortyfikacje nie były już potrzebne. Zlikwidowanie ich pociągnęło za sobą potrzebę zajęcia zwolnionego miejsca, zwłaszcza po zachodniej stronie obwarowań. Właśnie dlatego w okolicy Alei Niepodległości oraz ulic Fredry i Święty Marcin znajduje się cała kolekcja ciekawych budynków. Najlepiej obserwować je stojąc na Placu Adama Mickiewicza, który jednak do kulturowej i muzycznej świadomości wdarł się jako Plac obok Dwóch Krzyży (wiecie, tam gdzie pędzą szemrane auta). Same krzyże upamiętniają wydarzenia Poznańskiego Czerwca 1956 roku czyli pierwszego tak masowego protestu przeciwko PRL-owskiej władzy.

Kiedy już stoi się pod krzyżami, wystarczy się jedynie rozejrzeć. Po jednej stronie neorenesansowy budynek Collegium Minus z Aulą UAM, po drugiej szklana rotunda sali koncertowej Akademii Muzycznej (to akurat współczesny dodatek do zabudowy Dzielnicy Cesarskiej). Zza parku wygląda charakterystyczny budynek Teatru Wielkiego z pegazem na szczycie. Jest jeszcze Filharmonia z przepięknym neonem przedstawiającym Poznańskie Słowiki. Warto zobaczyć go po ciemku, bo minutowa sekwencja przedstawiająca migające słowiki na pięciolinii (ten żółty na dole nie jest zepsuty jak myślą niektórzy i co kiedyś myślała autorka tekstu, żółty jest dyrygentem) jest przecudna. I pomyślcie, że każdy słowik ma w rzeczywistości jakieś półtora metra wysokości!

Ale nawet jeśli nie rozglądacie się zbyt dokładnie, to jeden budynek nie umknie waszej uwadze. Neoromański i niepasujący do niczego – Zamek Cesarski! Kto to widział budować taki bajkowy zamek już w XX wieku (!)? Okazuje się, że rzeczywiście nikt nie widział, bo to wyjątkowy młodzieniec wśród rezydencji królewskich, ale ostatni cesarz Niemiec chciał – ostatni cesarz Niemiec dostał. Do Zamku warto zajrzeć, nie tylko ze względu na wartości historyczne budynku: obecnie mieści się tam prężnie działające centrum kultury. Jest kino, są wystawy, w podziemiach znajduje się ciekawe muzeum Czerwca ‘56.

Przewodnik po Poznaniu - Zamek

Na pożegnanie Dzielnicy Cesarskiej ciekawostka, która przydarzyć się mogła pewnie tylko w naszym porządnym Poznaniu. Jeszcze kilkanaście lat temu Zamek nie był beżowy, a czarny – przybrudzona powierzchnia budynku wyglądała jak wiele starszych budynków. O nie, nie, w tym mieście upływający czas nie jest wymówką – Zamek został kamień po kamieniu odczyszczony i doprowadzony do stanu w jakim widział go Wilhelm II po otrzymaniu kluczy od dewelopera.

Poznański Zamek znajduje się przy ulicy Święty Marcin. To taka ulica, która 11 listopada jest platformą do tego żeby Poznań obchodził Dzień Niepodległości najweselej w Polsce. Je się tutaj wtedy nieprzyzwoite ilości rogali z białym makiem i bakaliami, a przez ulicę przejeżdża na koniu sam jej imiennik.

Pierwszy fakt dotyczący nazwy tej ulicy, skrupulatnie przez Poznaniaków pilnowany – to fakt, że to ulica “Święty Marcin”, nie “Świętego Marcina”. Drugi fakt, zupełnie niepilnowany: to nazwa nieodmienna – powinniśmy mówić, że coś jest na ulicy Święty Marcin, natomiast ze świecą szukać Poznaniaka, który nie mówiłby na Świętym Marcinie.

I ten sam statystyczny Poznaniak w tym roku powiedziałby wam, żeby Świętego Marcina unikać, bo na ulicy jest straszny bajzel przez remont, który ma zamienić ją w przyjazny mieszkańcom teren. Bo widzicie, Święty Marcin to taka trochę ulica, którą się kocha jeden dzień w roku, bo parada i rogale świętomarcińskie, a całą resztę czasu się głównie narzeka na to jak tam nic nie ma, jak same banki, jak brzydko, jak brudno. Nad całym tym marudzeniem górują poznańskie Alfy – pięć przeszklonych wieżowców, które spokojnie mogą grać całą scenografię późnego PRLu. Do czasu, bo renowacja ma pomóc im (od)zyskać blask, a ja poznański modernizm lubię, więc za biedne znienawidzone Alfy trzymam kciuki!

Skoro Święty Marcin nie nadaje się do przyjęcia gości, warto skręcić w ulicę Kościuszki i przespacerować się ulicami Taczaka i Ratajczaka. To poznański hipsterski trójkąt, bo zanim Jeżyce, Łazarz, Śródka i Wilda doszły do głosu (i smaku) to tutaj właśnie mieściły się najgorętsze miejscówki w mieście.

Jeśli kawa to w Taczaka 20, Składaku lub Minister Cafe. Piętro  niżej, w Ministerstwie Browaru można wybierać spośród wielu kraftowych piw (jest też druga siedziba lokalu, na Wronieckiej – to przy Starym Rynku), a doskonałe drinki poleją wam w Źródle. Na Taczaka jest też Ośla Ławka, wychwalana przez samego Macieja, a w której to Oślej Ławce ja jeszcze nigdy nie byłam.

Będąc w okolicach Ratajczaka można zajrzeć do Starego Browaru, jednego z tych niewielu centrów handlowych, które potrafi wzbudzić radość miłośników architektury. Można też skręcić w drugą stronę – i dotrzeć do Placu Wolności, z solidną kolekcją kamienic-perełek i moim ulubionym sklepem w tym mieście.

 

Renesansowa lekcja marketingu

Opcją domyślną będzie jednak udanie się w stronę Starego Rynku. To trzeci największy rynek w Polsce i prawdziwe wyzwanie dla osób w obuwiu niesportowym. Nierówności nawierzchni wynagradza jednak bajkowa zawartość rynku. Miłośnikom sztuki od razu polecam grę “rozpoznaj style” – rozgrywa się ona na fasadach odbudowanych po wojennych zniszczeniach kamieniczek. Zaplanowano, że będą one reprezentowały różne kierunki w architekturze na przestrzeni dziejów. Uważny turysta zauważy i kamienice gotyckie i renesansowe i barokowe. Bonus? Modernistyczny budynek Galerii Miejskiej Arsenał na samym środku Starego Rynku, budynek kontrowersyjny, chociaż według mnie rokujący (ale ja, jak już wiecie lubię brzydkie budynki – podoba mi się zresztą też Fiat Multipla).

BCP - Stary Rynek

Na szczęście istnieje na Starym Rynku jeden budynek, co do wartości którego nikt nie ma wątpliwości. Chodzi o Ratusz, jeden z najpiękniejszych renesansowych zabytków tej części Europy. Zbudowany w XVI wieku, zachował swoją podstawową sylwetkę do dzisiaj (oryginalną wieżę zastąpiła klasycystyczna, dodana w XVIII wieku i odbudowana w tym kształcie po wojnie).  

Dla tych, którzy mają własną checklistę z głównymi atrakcjami miasta – pamiętajcie, że codziennie o 12:00 w południe można obejrzeć na ratuszu bodzące się koziołki.

Ci z was, którzy uwielbiają symetrię mogą czuć się wstrząśnięci tym, że ratusz stoi krzywo w stosunku do pierzei rynku. Niekomfortowego uczucia można spróbować się pozbyć stając na wysokości ulicy Wielkiej i spoglądając na budynek z tej perspektywy. Wydaje się sporo większy – to taki trik marketingowy czasów renesansu, bo właśnie na Wielkiej znajdowała się brama do miasta, które od razu robiło bardziej monumentalne wrażenie.

Skoro już jesteście na Wielkiej, to na niej pozostańcie, skierujemy się bowiem ze Starego miasta… w stronę jeszcze starszego miasta. Ale jeśli czujecie:

  1. Niedosyt zwiedzania – koniecznie zajrzyjcie do Fary Poznańskiej, czyli kościoła, w którym na pierwszy rzut oka trików marketingowych nie odnotowano. Z zewnątrz różowo-biały pałacykościół. W środku – ogromna przestrzeń i przeskalowane wnętrze, do tego duch starszej pani w prezencie. 
  2. Głód – wokół Starego Rynku wyrosło w ostatnich latach sporo ciekawych gastromiejscówek. Na uwagę zasługują jedne z najlepszych burgerów jakie jadłam czyli te Fat Bob Burger. Na rzemieślnicze piwa i hot-dogi “na bogato” wpadnijcie do Piwnej Stopy. Wesoło wieczór można spędzić też w Mieście czy wspomnianym wcześniej Ministerstwie Browaru. Niezwykłe kanapki premium podają w Meat Us. Słodkie? Ja uwielbiam GF cudowności z Jaglanej.

 

Ulica Wielka, oprócz bycia najpopularniejszą ulicą wśród nocnych miłośników kebabów, jest również doskonałym mostem między miastem, a miastem za rzeką. Idąc wzdłuż trasy Wielka – Chwaliszewo, wyobraźcie sobie, że jeszcze niedawno tutaj znajdowało się koryto rzeki. Warta, nazywana Zgniłą Wartą ze względu na doznania zapachowo-wizualne, została “przestawiona” na nowe miejsce dopiero w latach 60-tych XX wieku. Samo Chwaliszewo – niegdyś wyspa, teraz zapomniana trochę mini-dzielnica, niechlubnie wyróżnia się między innymi tym, że to właśnie tutaj po raz pierwszy w Polsce spalono na stosie kobietę oskarżoną o czary. Starsza znachorka miała zatruć piwo w lokalnych warzelniach. Kilka lat temu głośno było o inicjatywie budowy pomnika “czarownicy z Chwaliszewa”.

 

W trasie z Mieszkiem

Wychodząc na brzeg rzeki, z daleka widać już poznańską Katedrę, co powinno wam dać do myślenia, patrzycie bowiem być może na… pierwszą stolicę Polski.

Mieszko - Rychtyg

I chociaż każdy poradnik Jak zjednać sobie przyjaciół z Gniezna doradziłby, żeby o temacie nie wspominać, to jednak należy przypomnieć, że kwestia od kilkunastu lat budzi coraz większe kontrowersje. Gniezno zauważa, że to o “Państwie Gnieźnieńskim” była mowa w Dagome Iudex (dokumencie, w którym Mieszko oddał państwo pod opiekę Papieżowi), poza tym – no halo! – Zjazd też był Gnieźnieński. Poznań coraz głośniej wspomina o tym, że wykopaliska sugerują, że miejscowy gród wielkością raczej pasuje do stolicy, a nie zwykłego tam grodu. 

Najbezpieczniej byłoby chyba powiedzieć, że książe Mieszko I to był niezły obywatel świata jak na swoje czasy i taką samą miłością darzył oba grody. W Poznaniu pozostał ciałem, wraz z trzema późniejszymi królami Polski.

I gdy tak staje się pod poznańską Katedrą (a tak formalnie to Bazyliką Archikatedralną Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Poznaniu), to można sobie pomyśleć, że rzeczywiście gotycka forma budowli wskazuje na jakieś strasznie dawne pochodzenie. Spieszę z wyjaśnieniem, że to gotyk z lat 50-tych XX wieku. Po zniszczeniach II Wojny Światowej katedrę postanowiono regotyzować, klasycystyczna budowla sprzed wojny najwyraźniej nie licowała z wagą zbliżającego się millenium chrztu Polski. Co jednak licowało z monumentalną średniowieczną budowlą? Barokowe hełmy wieżowe, najwyraźniej. Planowano strzeliste i gotyckie, ale jednak te korpulentne i barokowe lepiej wpisały się w gusta. Przeciekawą historię odbudowy Katedry możecie przeczytać tutaj.

Z Ostrowa Tumskiego czyli wyspy katedralnej warto udać się czerwonym mostem Jordana na drugą stronę Cybiny. Niepozorny mostek był bohaterem jednej z najbardziej spektakularnych przeprowadzek w nowoczesnej historii Poznania, bo został zainstalowany nad rzeką dopiero 11 lat temu. Wiele wskazuje też na to, że nowa przeprawa otworzyła nowy rozdział w historii Śródki – dzielnicy, którą można odwiedzić po drugiej stronie Cybiny. Z roku na rok coraz więcej tu ciekawych restauracji czy kawiarni a mural “Opowieść śródecka z trębaczem na dachu i kotem w tle” wzbudza ogromny entuzjazm. Polecam wam zajrzeć do nowoczesnego ICHOTu (Interaktywnego Centrum Historii Ostrowa Tumskiego) aby lepiej poznać historię miasta (i państwa) oraz przespacerować się przeszkloną kładką zawieszoną nad Cybiną. A jak już się przespacerujecie to zajrzyjcie do którejś z bardziej kultowych knajpek w tym mieście – Cafe La Ruina i Raj (w La Ruinie serniczki, w Raju potrawy zainspirowane licznymi podróżami właścicieli lokalu).

Z granic Śródki widać już poznańską Maltę, czyli sztuczne jezioro, które w zupełnie naturalny sposób napędza pół miasta do aktywności fizycznej. Kursuje stąd też kolejka Maltanka, która chętnych zawiezie wprost do Nowego Zoo, a miłośnikom ciepłych kąpieli spodobają się Termy Maltańskie. Co jeszcze ma do zaoferowania ta część Poznania? Na mnie niezmiennie ogromne wrażenie robią ratajskie osiedla z wielkiej płyty i Kościół Nawiedzenia NMP, który wyłania się z okolicznych łąk jak wielki wieloryb.

Malta jest też momentem, w którym kończy się nasza spacerowa pętla. Nieusatysfakcjonowanych faktem że miała kształt prostej linii, namawiam do powrotu wzdłuż Politechniki Poznańskiej, mostu Rocha i ulicy Dowbora-Muśnickiego. Stamtąd już tylko spacer głównym poznańskim deptakiem – ulicą Półwiejską, do Starego Browaru, z którego na Targi jest już bardzo blisko. I jesteśmy z powrotem na BCP!

Mam nadzieję, że dzisiejszy blogo-spacer przez całe wieki historii Poznania spodobał wam się. Już w poprzedniej części tego mini-przewodnika wspominałam, że moją mocną stroną są słowa, niekoniecznie zdjęcia – ale was namawiam do wrzucania na sociale najciekawszych chwil uchwyconych w czasie BCP. Jeśli użyjecie hashtaga #rychtygmiejsce będę mogła na wasze foty trafić. Do zobaczenia w Poznaniu! A mnie znajdziecie najłatwiej tutaj

Ilustracje do tekstu stworzyła moja prywatna mama i nieprywatna blogerka – Nauczona.

You Might Also Like...

4 komentarze

  • Reply
    Dziewczyna z agencji
    22 kwietnia 2018 at 10:47

    Przewodnik w dechę Aniu! Mam nadzieję, że wielu uczestników BCP skorzystało 🙂

  • Reply
    BiancaGoodMood
    22 kwietnia 2018 at 13:50

    To Twoje rysunki? Mega spoko!

    • Reply
      Ania
      22 kwietnia 2018 at 17:28

      Rysunki zrobiła Nauczona 🙂 Ja byłam odpowiedzialna jedynie za koncepcję i zrobienie megabrzydkiej „makiety” mapki 😀

  • Reply
    Rykoszetka, blog o życiu w mieście
    28 kwietnia 2018 at 20:08

    Super zilustrowany wpis! 🙂

Leave a Reply