Podróże

Praga na 3 dni

Jedną z najbardziej niespodziewanych wiadomości jakie kiedykolwiek dostałam od własnego chłopaka była ta, która dotarła do mnie pod koniec lutego i brzmiała: możesz wziąć wolne na koniec marca jakoś?

Sama perspektywa brania urlopu wtedy, kiedy inni pracują jest dla mnie dość upiorna (pracowe FOMO to temat na osobny wpis i to wpis zupełnie poważny), ale z kolei ogromnym wrzodem na sumieniu było to, że ciągle mówimy o tym żeby gdzieś jeździć, a nie jeździmy nigdzie.

No to trudno, jedziemy. Jako, że do dyspozycji były 4 dni, poruszaliśmy się w granicach Europy. Bardzo kusił mnie Budapeszt, znalazłam nawet tani lot w tym kierunku, ale polskie linie lotnicze LOT przezornie dopytały czy aby na pewno zdaję sobie sprawę z tego, że ów lot obsługiwany jest samolotem z napędem śmigłowym. Nie zdawałam sobie sprawy i Budapeszt został odłożony na półkę “najpierw trochę się przestań bać latać samolotami z napędem śmigłowym”.

To może Praga? GPS twierdzi, że samochodem dojedzie się z Poznania w niecałe 6 godzin, pod koniec marca pogoda może nas już mile zaskoczyć, a jeśli nawet nie zaskoczy, to zawsze można siedzieć w barze i pić piwo. Cel, pal: Czechy. Nie była to moja pierwsza wizyta nad Wełtawą, a pamiątkę ostatniej wrzucam poniżej, żebyście zobaczyli, że refleksyjne miny i denim on denim były zawsze in vogue. Swoją drogą – dlaczego nie odziedziczyłam po mamie kości policzkowych?

Praga ca. 1999

Po dwóch wizytach w Pradze nie czuję się żadnym ekspertem na jej temat, ale mam poczucie, że kilka dni w Czechach spędziliśmy w sposób godny polecenia. Hej, nawet mój praski kolega, Pavel, skomentował plan wycieczki mówiąc “fuck, I’m impressed!”.

Musicie też wiedzieć, że każdy wyjazd to gastrowyjazd więc krótki przewodnik po najlepszym spróbowanym przez nas jedzeniu i piciu znajdziecie w osobnym poście, o tutaj. Dzisiaj z kolei o miejscówkach, czyli głównie o wspinaniu się na góry i dobrych godzinach na atak szczytowy.

Most Karola

Zaczynam od oczywistości, bo przyjechawszy do Pragi pierwsze co zrobiłam to zaprowadziłam Piotrka na dobre mięso właśnie przez ten słynny most. Tyle, że była 16:00, a więc przeprawa (rymuje się z Wełtawa!) wymagała sporej dozy cierpliwości i rozpychania się łokciami. Serio! W marcu nie idzie wetknąć szpilki, zakładam więc, że latem samo podejście do przespacerowania się mostem jest sportem ekstremalnym.

Most Karola za dnia

Ale, ale! Wiecie kiedy Most Karola jest piękny i pusty? A o 6:30 rano (w marcu – latem musicie wstać sporo wcześniej!). Jako, że słonecznych spektakli nigdy za wiele, codziennie wstawaliśmy przed 6 aby leźć na wschody słońca. Ten na Moście Karola wspominam szczególnie miło, bo udało się doświadczyć niemal całkowitej pustości podziwianego obiektu, nie licząc pana leżącego na ziemi. O tam, na środku.

Most Karola o świcie

Będąc dobrym obywatelem chciałam dzwonić po miejscową straż miejską i wzywać ratunku dla žulička na mostičku gdy wtem! zorientowaliśmy się, że pan sobie po prostu leży z aparatem i kadruje, a to nieodzowny sygnał, że zza węgła zaraz wychynie słońce. I wyszło!

Most Karola - wschód słońca

Rekomendację zwiedzania o świcie weźcie sobie głęboko do serca, bo i stare miasto i most karola po godzinie 7:30 nadają się głównie do oswajania lęku przed tłumem.

Hradczany

No to gdzie można chodzić skoro po wschodniej stronie Wełtawy takie wątpliwej jakości atrakcje? Ano na zachodnią. A tam czeka nas wspinaczka na zamek. Praga, musicie wiedzieć, to miasto składające się głównie z “pod górkę”, a Hradczany nie są wyjątkiem. Czego tam nie ma! Kontrole, pałace, kościoły, złota uliczka – biedni zasapani turyści biegają od tablicy do tablicy, bo przecież jeszcze trzeba zdążyć na Most Karola zanim ludzie się rozejdą!

Złota Uliczka

Złota uliczka to w ogóle jest straszny pic na wodę, już Pan Samochodzik ostrzegał, że to żadne domki alchemików tylko pozostałości po izbach ubogich strzelców zamkowych. A Pan Samochodzik jest niebylejakim praskim przewodnikiem.

Życzliwi wspominali, że jak już trzeba na Złotą Uliczkę wchodzić to tylko po 18:00, bo wcześniej się płaci czeskie dudki. Rozszerzę tę poradę o to, że na Hradczany w ogóle to wspinać się najlepiej po 18 (albo przed 7:00, wiadomo!). Nie dość, że puściutko, to jeszcze gotyk o zachodzie słońca, to gotyk totalny. A katedra na Hradczanach to jakieś milion ton gotyku. Warto, z tym, że rano i z tym, że wieczorem.

Katedra na Hradczanach

Tym samym zaliczyliśmy dwie główne atrakcje turystyczne, a skoro można je zwiedzać tylko o świcie i o zmierzchu, to do zagospodarowania pozostało jeszcze całkiem sporo godzin dnia. Na szczęście, wszystkie pozostałe odwiedzone przez nas miejsca można bez strachu przed tłumami wizytować i w samo południe (no, za wakacyjne południe to nie ręczę).

Vyšehrad

Uwaga, kontrowersyjna opinia: Wyszehrad w niczym nie ustępuje Hradczanom, do tego jest mniej zatłoczony. Wzgórze jest? Jest! Kościół na górze jest? Jest! Widoki są? Są! O wyższości Wyszehradu, poza wspomnianym brakiem mas turystycznych świadczy jeszcze urokliwy cmentarz, a przecież nekroturystyka to absolutna podstawa.

Jedynym niepewnym punktem Wyszehradu jest otaczająca go stroma ściana, od której to (i wraz z nią pewnej śmierci przez rozbicie o praskie cegły) otacza nas cokolwiek niska barierka. Doznania dla błędnikosceptyków bardzo ciekawe. Ale! Przeżyliśmy spacer nad fosą, to i można zasiąść na jednej z pustych ławeczek i delektować się pogodą, widokiem i podziwianiem samolotowej ścieżki podejścia na lotnisko im. Václava Havla.

Wyszehrad panorama

Musicie wiedzieć, że w czasie praskich trzech dni na ławeczkach przesiadywałam nie tylko ze względu na znużenie atakami szczytowymi, a na czytanie jednej z ulubionych książek dzieciństwa w prawdziwym geograficznym kontekście. Mowa o wspomnianym już Panu Samochodziku i Tajemnicy Tajemnic, w którym zaczytywałam się na przełomie wieków.

No więc ogłoszenie czytelnicze: ideologicznie Nienacki starzeje się strasznie nie tylko przez to, że opowieści o przestępstwach dewizowych są delikatnie mówiąc retro. Większy ból zębów powodują lekką ręką serwowane mądrości o kobietach w świecie wielkiej mody:
Podobało mi się, że ani strojem, ani uczesaniem nie usiłuje upodobnić się do chłopaków w jej wieku. Nie nosiła powycieranych teksasów i powyciąganych na wszystkie strony swetrów, ale spódniczkę i bluzeczkę z krótkimi rękawami. Może jestem konserwatywnym człowiekiem, lubię jednak, gdy kobieta ma długie włosy, a mężczyzna krótkie.

Panie Zbigniewie, wstydziłby się pan, powycierane teksasy to podstawa! Na szczęście główny bohater pociesza nas, noszących powyciągane swetry, mówiąc: uważam, że kobiety potrafią: dorównać intelektualnie mężczyznom, co nie przeszkadza, że ładna kobieta budzi moje większe zainteresowanie niż brzydka. Mhm, panie Zbigniewie, mhm.

Co jednak ratuje Nienackiego i mówiącego jego słowami Tomasza N.N.? To, że w 40 lat po powstaniu książki jej fragmenty dotyczące Pragi nadal czyta się tak samo wspaniale i o wiele więcej ciekawostek można wyciągnąć właśnie od Nienackiego niż z przewodników tradycyjnych. Przygoda nie umiera więc, a i starcie z ulubieńcem dzieciństwa pozostawia mnie tylko odrobinę rozczarowaną. Trudno.

Most samobójców i straszne niemowlaki

(za dużo Pana Samochodzika, wiem!)

Prosto z Wyszehradu można udać się trochę na północ i trochę na wschód w stronę dzielnicy Žižkov. Na mnie ogromne wrażenie zrobiło przejście (tuż) pod mostem Nuselskim, od którego (i przejścia i mostu), po raz kolejny tego dnia kręciło mi się w głowie. Wrażenia były na tyle mocne, że nie zachowało się żadne zdjęcie więc po próbkę wielkości mostu możecie sobie kliknąć o tutaj na przykład. W każdym razie, wyobraźcie sobie wielki, wielki, ogromny most, który nie rozpościera się nad rzeką, torami czy czymś równie standardowym. O nie, nie. Most Nuselski przebiega nad parkiem i dzielnicą mieszkalną z kamienicami, a wygląda przy tym jak jak gotowa scenografia do filmu o dystopijnej przyszłości. Co więcej, Most Nuselski to takie europejskie Golden Gate (widzieli The Bridge? Powinni!), a liczonych w setkach samobójców odstraszyły dopiero kilkumetrowe siatki zabezpieczające. Mocne doznania, a niby przejście pod zwykłym mostem.

Žižkov, tak w ogóle, jest wspaniałą dzielnicą do mocnych doznań. Nad całą okolicą góruje wieża telewizyjna, na którą wspinają się tytułowe straszne niemowlaki. Położone na zboczu wzgórza (niezbyt nietypowa lokalizacja w Pradze) Riegrove Sady oferują przepiękne widoki na zachodnią część Pragi, a do tego są wolne od turystów. My spotkaliśmy tylko dużo Prażan, jedną grupkę amerykańskich studentów, a do tego całą gromadkę psów do miziania.

Riegrove Sady

Žižkov jest hipsterski, ma mnóstwo dobrych knajp z jedzeniem i barów z piciem, a po 17 mieszkańcy tłumnie (jak na marzec) wychodzą na ulice by kosztować i jednego i drugiego. Do tego stacja metra Jożina z Bażin (czy tam Jirzego z Poděbrad) ma vibe rodem z Kontrolerów i piękną boazerię.

Metro Praga

Moje serce skradło jednak to, co jeszcze trochę na północ i jeszcze trochę na wschód – jak już mogliście zauważyć to nasz standardowy kierunek poruszania się po stolicy Czech.

Vitkov i Karlin

O i tu dopiero się zaczynają doznania. Najpierw krzepiący posiłek w przepięknym forum Karlin, w którym zastaliśmy całe grupki fanów Korna szykujących się do koncertu, który miał się tam właśnie odbyć. Ja z nostalgią skontastowałam, że dzień wcześniej zagrał tam Parkway Drive, czyli zespół, za którego występ moje późnolicealne ja dałoby się pokroić. Minęło 10 lat, a u mnie mniej koncertów, więcej wspinania się na wzgórza.

No i właśnie, wychodząc z industrialnych wnętrz forum naszym oczom ukazała się ściana wzgórza, bez ściemy, było zupełnie stromo, a mapy google mówiły, że aby wejść na szczyt górki, musimy najpierw przeprawić się na jej drugi koniec. I tutaj w sukurs przyszedł tunel, który mieszkańcom Karlina musi się śnić po nocach. Jest dłuuugi, wąski, ciemny, do tego lekko pod górkę. Przecina wzgórze Vitkov i, ku mojemu zaskoczeniu, wygląda na to, że cieszy się sporą popularnością wśród lokalsów. Creepy stuff!

Tunel pod wzgórzem Vitkov
(tutaj już widać światełko w tunelu, wcześniej jest 250 metrów w mroku!)

Po wyjściu na powierzchnię do zdobycia pozostaje jeszcze wzgórze Vitkov, a na nim – prawdziwy majstersztyk czasów przeszłych. Musicie wiedzieć, że chociaż uwielbiam delikatne impresjonizmy i dzieła sztuki rodem z “Dorseja”, to mało co przebija wrażeniem masę, siłę i soc-wrażliwość. Odessa i Sewastopol? Miasta wspaniałych rzeźb. Kiedy wdrapałam się więc na wzgórze, a moim oczom ukazał się trzeci największy na świecie posąg konny, byłam bardzo zadowolona.

Monument na Vitkovie

Kuń jest ogromny, uwierzcie na słowo, a w dodatku spełnia rolę praskiej Wieży Eiffela, bo widać go zewsząd.
Widok ze wzgórza jest też całkiem urokliwy – panorama prawie całego miasta, a w centrum węzeł kolejowy, który zachwyci wszystkich tych, którzy godzinami grali w Transport Tycoon.

Panorama ze wzgórza Vitkov

Kierunek zejścia ze wzgórza? Znany – północny-wschód. Przekraczamy tory kolejowe lekko podejrzanym tunelem (to już też powtarzający się motyw praski) i po chwili jesteśmy już w Karlinie, dzielnicy niegdyś szemranej, a po wielkiej powodzi z 2002 roku odnowionej i na nowo pokochanej. Mieszkańcom Poznania Karlin skojarzyć się może z Jeżycami, podobnie jak w Žižkovie mnóstwo tu ciekawych restauracji, barów i miejsc do odpoczynku. Bonus? Bardzo mało turystów.

Dodajcie do tych wycieczek codzienną wyprawę na szczyt zamku w celu uchwycenia najpiękniejszego wschodu słońca (ostatniego poranka się udało – dowód poniżej) i macie przepis na naszą wycieczkę „Praga na 3 dni” (i 4 wschody słońca).

Wschód słońca w Pradze

Mało? Może i mało, ale warto odliczyć czas jaki spędziliśmy poznając praską gastroscenę, no i czytając Pana Samochodzika. Cele na następny raz w Pradze? Przede wszystkim północny wschód! Czyli Praga 7 i Holešovice, na które tym razem zabrakło czasu. Podobno praskie zoo jest również warte odwiedzenia (zdobyli moje serce tym, że przeprowadzili najsprawniejszą w historii akcję ewakuacji zwierząt w czasie wspomnianej już powodzi). Nie byliśmy też na wzgórzu Petřín z mini Wieżą Eiffela na szczycie (tym razem nie w kształcie trzeciego największego na świecie posągu konnego, a taką bardziej wieżo-eiffelową).

Mieliście okazję odwiedzić któreś z opisywanych miejsc? Jakie są jeszcze inne must-see Pragi? Kiedy ktoś nakręci horror o tunelu pod wzgórzem Vitkov?

Przeczytaj też: GastroPraga. Co zjeść, gdzie wypić, jak to wszystko przeżyć? – przewodnik po kulinarnej Pradze

You Might Also Like...

4 komentarze

  • Reply
    moreblush
    25 sierpnia 2017 at 12:19

    W Pradze byłam raz, na wycieczce szkolnej. Z całej wycieczki pamiętam tylko Most Karola i przepiękną witrynę sklepu Swarovskiego. Planuję wrócić tam wiosną, chociażby dla samego widoku wchodu słońca.

  • Reply
    Vítězslava Hoffmann
    25 sierpnia 2017 at 19:18

    Świetny artykuł. Z humorem, lekkością prawie czeską. Gratulacje. Cudownie się czyta. Od lat nie czytałam tak dobrego tekstu. Prostě „ty brďo, pecka!”.

  • Reply
    nieśmigielska
    31 sierpnia 2017 at 09:02

    no dzień dobry!

    przede wszystkim ja poproszę o potwierdzenie/ zaprzeczenie: i na serio da się dojechac od nas w te 6 godzin? jeśli tak, biedny tomasz.

    ps: mamy Wasz pojemnik tupperware. poleciał z nami nawet do norwegii (razem z sałatką z kuskusem, ktorą dojedliśmy dwa dni później na lotnisku w oslo, high life!).

    • Reply
      Ania
      31 sierpnia 2017 at 12:08

      Da się w 6,5 #potwierdzoneinfo. Bardzo się cieszę, że sałatka zwiedziła świat, a pojemnik to już w ogóle!

Leave a Reply