Ania w kinie Bardzo Rychtyg Książki

Bardzo rychtyg – edycja biało-czerwona

Bardzo rychtyg to comiesięczna porcja kulturalnych polecajek z rychtygową pieczątką jakości. Nowy rok otwieram zestawieniem dzieł made in Poland – dwa filmy, które jeszcze złapiecie w kinie, książka, której autor niedawno odebrał pewien znany Paszport oraz magazyn, który zalicza bardzo mocny debiut.

Gotowi na wszystko. Exterminator – reż. M. Rogalski

Z góry uprzedzam – ja bym na ten film poszła nawet jakby był słabiutki. I pewnie nawet bym się dobrze bawiła, a to z kilku powodów. Po pierwsze, ja lubię polskie kino półniezależne, z momentami żenującym dowcipem i film o kolegach z młodości, którzy reaktywują metalową kapelę w stolicy ziemniaka brzmi jak coś, co wpisuje się idealnie w tę estetykę. Po drugie – Czeczot, Żurawski, Kluźniak i Lubos to nazwiska z grupy moich ulubionych aktorów, takich co nie zawodzą nawet jak film zawodzi. Po trzecie, nawet nienajlepszy trailer kazał mi myśleć, że to będzie film z moim preferowanym wizerunkiem prowincji. I podsumuję może moją reakcję na film słowami mojego kolegi z pracy: “ale mi to siadło!”.

Siadło przede wszystkim dlatego, że to kino bardzo zabawne. I to na różne sposoby – jest humor słowny, są żarty muzyczne jest w końcu Fiat Multipla, który nawet nic nie musi mówić żeby być komicznym. Bardzo mocnym punktem filmu są dialogi, które, zwłaszcza w interakcjach głównej paczki bohaterów, wypadają tak naturalnie, że trudno uwierzyć, że ktoś wziął i je zawczasu napisał. Serio, chcę porozmawiać z wizjonerem, który zapisał w scenariuszu tabliczkę z napisem “wyjebuj” pokazaną na castingu, bo ja nie mogę opanować śmiechu jak o tej tabliczce pomyślę.

Ale, ale! Z kronikarskiej dokładności należy dodać, że nie wszystko w scenariuszu zgadzało się tak dobrze jak dialogi. Był wątek romantyczny: najpierw istotny, potem zapomniany, potem doklejony. Był wątek psychiatryczny z histeryczną Aleksandrą Hamkało, która może własnymi rękami krzykami sprawić, że ktoś z filmu wyjdzie bardzo niezadowolony. Ale wiecie co jeszcze było? Nostalgiczny obraz, w którym dzisiejsi trzydziestolatkowie się obejrzą, odnajdą i za filmem powtórzą, że ich też wkurzało to, że w gumie turbo ciągle były Ople.

Idźcie, póki jeszcze grają!

Atak Paniki reż. P. Maślona

Z Atakiem Paniki należy uważać, bo chociaż nie umiem mu odmówić bardzo wysokiej jakości, to nie jest to film, który będzie śmieszył wszystkich. Ale co ostatnio rozśmieszyło wszystkich? Prawdopodobnie filmik na YouTube o samochodach, które ślizgały się na lodzie w Szczecinie, a i to pewnie nie śmieszyło tego co mu akurat ale urwali. Nie ma więc nic uniwersalnie śmiesznego, ale Atak Paniki powinno się docenić jeśli nie za humor to za wspaniałe, szarżujące aktorstwo (Dorota Segda, o rany!), za montażową sprawność i za ciekawe zdjęcia.

Film obraca się wokół paniki doświadczanej przez bohaterów na skutek okoliczności, o których powiedzieć “niezręczne” to jest powiedzieć za mało. Bohaterowie funkcjonują w kilku przeplatających się wątkach, z których jedne (matka Teresa od psów i kotów) są lepsze od drugich (zjarane dzieciaki). Na szczęście, żaden epizod nie pozwala się nudzić.

Wspomniałam już o świetnym poziomie aktorstwa, a wracam do tego żeby podkreślić, że cudownie jest zobaczyć na ekranie nie tylko uznanych aktorów filmowych w nietypowych rolach, ale twarze znane z desek teatralnych czy cały szereg młodych (i dających radę!) ludzi.

Czy uważam, że Maślona próbował mrugać do nas okiem, w momencie w którym już mieliśmy oczy szeroko otwarte na wszystkie zakamarki fabuły? Tak, ale ja się tego czepiam zawsze. Czy polecę drugi raz do kina, a potem do telewizji? Może nie, może za kilka lat. Czy to sprawia, że nie powinniście iść do kina? Powinniście, chociażby po to żeby potem mówić “Ania, mi się ten Atak paniki wcale nie podobał”.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem – M. Wicha

Nie wiem czego się spodziewałam, zabierając się za książkę laureata Paszportu Polityki, ale prawdopodobnie nie tego, że “połknę” ją w dwa wieczory. A już na pewno nie tego, że po pierwszym wieczorze (i pierwszej części książki) będę aż tak się zachwycać, a po drugim wieczorze, będę aż tak nie mogła zasnąć.

Zachwycam się głównie nieprawdopodobną sprawnością literacką Wichy, dziesiątki razy poczułam ukłucie zwiastujące żal “kurde, czemu ja na taki zwrot nie wpadłam!”. Nie można nie wychwalać autorskiej umiejętności zauważenia niezwykłych wzorów i metafor w pozornie zwyczajnych rzeczach. Fragment o tym jak zmieniały się książki w polskich biblioteczkach na przestrzeni dekad? Wow. Książki i biblioteczki mają tutaj wyjątkowe znaczenie, bo chodzi o porządkowanie rzeczy zmarłej matki narratora, a wiele z przedmiotów jest pretekstem do opowiedzenia krótkiej historii.

Krótkie historie i przedmioty zamyka rozdział dotyczący ostatnich momentów relacji matka-syn i to przez ten dojmujący tekst nie mogłam spać. I to nie tylko ze ściśniętego gardła, ale i z poczucia przepracowanej wspólnie z autorem traumy, za co pewnie dziękuje mu niejeden czytelnik.

Polecam, bo wbija w podłogę, a jeśli kogoś przeraża nieuchronny i mroczny finał, to po pierwsze wiecie jak jest – śmierć i podatki, a po drugie – pośmiejecie się nad książką również, nie brakuje w niej humoru.

Pismo. Magazyn Opinii

O tym, że bardzo chciałam mieć w Polsce własnego New Yorkera, niech najlepiej świadczy fakt, że w ramach promocji Black Fridayowej prenumeratę New Yorkera sobie sprawiłam. A tymczasem na polskim rynku pojawił się magazyn do amerykańskiego odpowiednika jawnie aspirujący. Chodzi o Pismo, które naprędce kupiłam (i tutaj pragnę pozdrowić nadopiekuńczą acz kochaną panią w kiosku, która za każdym razem jak chcę kupić ambitniejsze treści to przewraca swój przybytek do góry nogami żeby mi choćby ostatni numer znaleźć), a potem przeczytałam. I co myślę?

Myślę, że o kurczę, trzeba będzie tego New Yorkera anulować. Pismo jest naprawdę bardzo dobre. Dobre treściowo – otwiera je rewelacyjne opowiadanie Karpowicza, a potem wcale nie jest gorzej. Dobre magazynowo – w przeciwieństwie do amerykańskiej wersji, tutaj mamy dobry papier i brak spam-reklam. Dobre ilustracyjnie, dobre tematycznie, no – dobre jest, czytajcie!

Taki to bardzo rychtyg w patriotycznych barwach. I podobnie jak to bywa ostatnio w polskich skokach narciarskich czy nawet piłce nożnej, nie było trudno znaleźć dobrych kandydatów, a właściwie ławka rezerwowych też prezentuje się całkiem solidnie – ale potrzymam ją sobie na przyszły raz, a coś czuję, że luty będzie najmroczniejszym bardzo rychtygiem do tej pory.

Które z pozycji wymienionych w dzisiejszym wpisie znacie? A może polecicie coś co wam wpadło w styczniu w oko/ucho/ręce?

You Might Also Like...

2 komentarze

  • Reply
    Magdelena | palm tree view
    26 stycznia 2018 at 19:02

    Wstyd się przyznać, że nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam coś polskiego!
    do narobienia?
    a Pismo widziałam ładnie rozreklamowane na FB. Miejmy nadzieję, że nie tylko 1 odcinek będzie dobry, a magazyn utrzyma poziom do samego końca 🙂

    • Reply
      Ania
      29 stycznia 2018 at 13:39

      Oj warto nadrobić! Dzieje się bardzo dużo dobrego od ładnych paru lat w polskim kinie. Na pewno będę donosić o kolejnych perełkach 🙂

Leave a Reply