Serial Kruk
Ania w kinie TV

Serial Kruk. Szepty słychać po zmroku – rewelacja czy egzaltacja?

Serial Kruk. Szepty słychać po zmroku dość trafnie diagnozuje sam jego tytuł. Właściwie intrygujący, ale jednak trochę przeszarżowany. Czy szarże fabularne skutecznie zniechęciły mnie do rekomendowania innym? A gdzie tam! Kruk miał znaleźć się w ostatnim odcinku Bardzo Rychtyg, zresztą motyw przewodni “Wielka krzywda” wydawał się wprost dla niego stworzony. Nie znalazł się, bo zasłużył na osobny wpis – właśnie ten. A w nim trzy powody, dla których stawiam serial Kruk zdecydowanie po stronie najlepszych polskich telewizyjnych utworów ostatnich lat. Post jest bezspoilerowy, odbywa się jedynie puszczanie oka dla kumatych.

 

Maciej Pieprzyca

Powód pierwszy ma imię oraz nazwisko i jest reżyserem serialu. Reżyserem, którego filmami zachwycam się od jakiś piętnastu lat – od kiedy pierwszy raz zobaczyłam Barbórkę i Inferno. Pieprzyca dał się poznać szerszej publiczności filmem Chce się żyć i po nim mógł, zdaje się, robić co chciał. Serial Kruk nie jest jego pierwszą przygodą telewizyjną, był już i zupełnie udany miniserial-w-serialu w Kryminalnych i nie bardzo udany Prokurator. Ale Kruk stanowi kwintesencję tego co w twórczości Pieprzycy lubię najbardziej – jest mrok i jest czułość.

Mrok jest totalny. Wielka krzywda, wielka niesprawiedliwość i chęć wielkiej zemsty – to one napędzają głównych bohaterów, policjanta Kruka, wraz z nieodłącznym towarzyszem Sławkiem, niegdyś kolegą z podlaskiego domu dziecka. Przybywają oni do Białegostoku niby to w sprawie przemytu papierosów, ale szybko orientujemy się, że chodzi o kąpiel w najczarniejszym z mroków, a tego zdaje się we wschodniej części Polski nie brakuje. Pieprzyca nie boi się sponiewierać tytułowego Adama Kruka, odstrzelić nam kilku bohaterów, sprawić, że właściwie to z całego serialu lubimy tylko babcię-szeptuchę. Lubię to, zwłaszcza, że obok mroku jest jeszcze czułość, ale to już w kolejnym podpunkcie-powodzie.

 

Podlasie

Pieprzyca jak mało kto potrafi pokazać związek człowieka z jego małą ojczyzną. Dotychczas był niezrównanym portrecistą Śląska (o rany ja Drzazgi to z dziesięć razy widziałam!), ale Podlasie w jego wykonaniu jest też fantastyczne. Oczywiście, grają tu też wymowne zdjęcia (Holoubek/Płóciennik), gra niezwykła muzyka (Chajdecki), ale ja mam przede wszystkim na myśli to, że w całym tym gęstym mroku jest pewna czułość w opowiadaniu o regionie. Oniryczne Podlasie, nawet jeśli pokryte gęstą siatką strasznych wydarzeń, to nadal piękna historia o odrębności, a nie serial z kategorii “przyjechała Warszawa na wieś”.

Skoro już jesteśmy przy pięknych historiach – to trzeba przyznać, że serial Kruk miał świetne trailery, klaustrofobiczną czołówkę, która bardzo pasowała do wymowy całego utworu i ciekawe plakaty. Było też lekkie seplenienie w dialogach, które niektórzy uważali za problem z udźwiękowieniem, a inni za celowy zabieg. Jak było – nie wiem, ale dementuje pogłoski, że w Kruku nic nie słychać – słychać.    

 

Tajemnica (ale nie taka jakiej się spodziewacie)

A to jest w ogóle mój ulubiony aspekt serialu. Kruk jest tak intensywny w kwestiach formalnych, że zawirowania fabularne mogłyby zrobić z niego nieprzyswajalny cukierasek. Tymczasem sprawa jest prosta – Kruk wraz ze Sławkiem jadą do Białegostoku topić się w mroku, a w Białymstoku właśnie zostaje porwane dziecko. Historie, które kryją się za obiema osiami fabularnymi są również proste, a do tego raczej przewidywalne. I nie zrozumcie mnie źle – to jest zaleta. Twórcy serialu mogli z łatwością wprowadzić jakiś potrójny piruet na koniec i powiedzieć widzowi “haha! Jednak wszystko jest inaczej niż się wydawało”. Nie robią tego – wszystko jest tak samo jak się wydawało. I bardzo dobrze.

Nie oznacza to jednak, że w serialu nie ma zaskoczeń, zwrotów akcji czy emocjonalnych scen. Są, ale to nie o nich rozmawia się potem ze znajomymi (chyba, że w tonie “a ja to się zorientowałam zaraz od razu o co chodzi”). Tajemnicą nie jest sensacyjne “kto porwał”, “kto zabił”, “co się stało” – tajemnicą jest wszystko dookoła tego.

 

I co, lepszy od Belfra?

Inny. Tam gdzie Belfer szukał realistycznego portretu grup wiekowych czy środowisk, tam Kruk gwiżdże czy tam kracze na realizm i uderza w mitologię. To nie musi smakować wszystkim, ale dla mnie serial Kruk. Szepty słychać po zmroku to tegoroczna perełka i obowiązkowa porcja degustacyjna przed stwierdzeniem o czymś “dobre, jak na polskie warunki”. To jest po prostu “dobre”.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply