Seriale na Netfliksie
Bardzo Rychtyg TV

Bardzo Rychtyg: Seriale na Netfliksie

Tytuł tego wpisu miał brzmieć inaczej, ale przytłoczona argumentem praktycznym “Ależ ludzie muszą jakoś na ten wpis trafić”, argumentem demograficznym “Ciągle ktoś pyta o fajne seriale na Netfliksie” oraz argumentem ad vanitatem “No Ania, tak pięknie tę nazwę cyklu Bardzo Rychtyg wymyśliłaś, musi się teraz w tytułach wpisu znajdować”.

No więc sami widzicie – tytuł oficjalny musiał zostać cokolwiek konwencjonalnym. Ale żebyście wiedzieli jak dzisiaj jest konceptualnie, artystycznie i w ogóle z pomysłem, to wrzucam tytuł “na festiwale” (stara dobra tradycja polskiej dystrybucji filmowej mówi, że im piękniejszy plakat na festiwalach tym brzydszy potem w kinach):

Dobre miejsce, złe miejsce i coś pomiędzy nimi

Wszystko dlatego, że opisywane dzisiaj seriale na Netfliksie wszystkie traktują o miejscach, a do tego wszystkie o takich, które można interpretować na wiele różnych sposobów. Zaczynamy z wysokiego i wesołego C – czyli od komedii, która szturmem podbija rankingi, a jednak ciągle mało kto ją w Polsce ogląda. Mowa o tytułowym Dobrym Miejscu czyli The Good Place.

Good Place

The Good Place

Good place, a więc i good news – serial ma trzy sezony, a zachowuje świeżość, którą wiele TV -hitów traci po pilotowym odcinku. O co chodzi? O Dobre Miejsce czyli pośmiertny adres-nagrodę dla garstki najlepszych mieszkańców naszej planety. Wszystko jest tam skrojone pod nasze upodobania, ludzie się uśmiechają, a ulice spływają mrożonym jogurtem w najbardziej wymyślnych smakach. Do takiego właśnie raju trafia główna bohaterka, Eleanore. Jest tylko jeden mały szkopuł – nie była ona wcale człowiekiem godnym naśladowania, a już na pewno nie nazbierała tyle punktów dobrej karmy,  aby zapewnić sobie wieczne spacerki w Dobrym Miejscu. Wszystko jest winą błędu w systemie, ale przecież Eleanore wystarczającą ilość czasu spędziła na byciu nieprzyzwoitym człowiekiem żeby wiedzieć, że każdy system można oszukać. Postanawia więc szybko nadrobić czas i pobierać już w Dobrym Miejscu lekcje wyrównawcze z etyki. Czy to brzmi jak przepis na przezabawną komedię? Rozumiem opory, bo i ja długo się przed seansem broniłam. Zdecydowałam się ze względu na piękną stronę wizualną serialu, którą widać z daleka, a zostałam ze względu na treść naszpikowaną zaskoczeniami, humorem i odniesieniami do popkultury. Wszystko to wydaje się być przemyślane, jest dobrze zagrane, a do tego rzeczywiście prześliczne. Dodatkowy bonus? Można przejść przyspieszony kurs historii etyki i pozastanawiać się nad dylematem zwrotnicy – w dobie autonomicznych samochodów (to już jakoś zaraz, nie?) zdaje się to być wyjątkowo aktualną rozkminą.

Haunting of Hill House

The Haunting of Hill House

Skoro było już dobre miejsce, czas na złe miejsce – a do takich zdecydowanie należy tytułowy Hill House, chociaż jego serialowi właściciele myśleli inaczej. O tym serialu mówi się, że to takie horrorowe This is us, chociaż biorąc pod uwagę ilość łez i okrzyków zgrozy, które pozostawia seans This is us trudno uwierzyć, że może być coś bardziej przerażającego. A jednak!

Zanim ci z was, którzy na sam dźwięk słowa horror dla bezpieczeństwa wyłączają komputer z prądu, przestaną czytać dalej, uprzedzam: to nie jest baardzo straszny serial. Owszem, jest kilka “podskakujek” (macie lepsze tłumaczenie na jumpscare? Zapraszam do przetargu!), ale groza raczej czai się na drugim planie. Zresztą dosłownie – polecam obejrzeć na YT zestawienia w stylu “Wszystkie duchy, których nie zauważyliście oglądając The Haunting of Hill House”.

Skoro już wiecie, że są duchy, to pozostaje jeszcze połączyć je z tytułowym domem na wzgórzu. Otóż rodzice głównych bohaterów serialu to flipperzy (czyli nie takie delfiny tylko ludzie, którzy remontują nieruchomości, żeby sprzedać je z zyskiem). Jak przystało na porządną rodzinę w horrorze trafiają do bardzo złowieszczego miejsca. Dom jest, rzecz jasna, nawiedzony, ale nie jest to wszystko takie oczywiste, jak możecie sobie pomyśleć. Napisałam, że dom kupili rodzice głównych bohaterów, działo się to bowiem na początku lat 90-tych, a w serialu na pierwszym planie jest (nie)codzienność dorosłej już piątki rodzeństwa. Teraz rozumiecie skąd ten This is us – jest rodzeństwo, są retrospekcje, są sceny, które nieźle nas zaskakują. A skoro już przy zaskoczeniach jesteśmy – nie ma tu wielkiego wywrócenia wszystkiego do góry nogami i ogromnej innowacji… i dobrze! Diabeł tkwi w szczegółach – a to pięknie zrobiony mastershot, a to nagłe połączenie kropek, które ma sens i trochę mrozi krew w żyłach, a to ciekawa interpretacja w internecie (jak ta, że każde z piątki rodzeństwa reprezentuje inny etap żałoby z modelu Kübler-Ross).

Polecam na szybko zapadający jesienny zmrok i nie tylko dla horrorowych wyjadaczy. Ich to raczej zachwyci serial poniżej.

 

Chilling adventures of Sabina

The chilling adventures of Sabrina

  • Eee, Ania nie pomylliło ci się? Sabrina i horror? Przecież to była komedyjka o gadającym kocie i śmiesznych ciotkach.

No była, a teraz przyszedł Netflix i na tym samym komiksowym materiale źródłowym zrobił serial, w którym naprawdę nie biorą jeńców, chociaż czasem biorą, ale to już byłby spoiler.

Netfliksowa wersja opowieści o Sabrinie może szokować, zwłaszcza tych, którzy pamięetają cukierkowy serial z lat 90-tych. Nie pamiętacie? Jest Sabrina – wychowywana przez dwie ciotki pół czarownica, pół dziewczyna, która ze względu na swoje zdywersyfikowane pochodzenie korzysta i z uroków magii i z uroków uczęszczania do amerykańskiej szkoły średniej. No i ma gadająacego kota – Salema. W Tthe Chilling Adventures of Sabrina fakty się zgadzają, ale klimat serialu jest zupełnie inny. Dostajemy opowieść o byciu (pół)czarownicą i wszystkimi tego konsekwencjami. Jakie to konsekwencje? Walka z patriarchatem w instytucjach religijnych przede wszystkim. Nasza Sabrina nie chce złożyć swojego podpisu w księdze wiernych kościoła szatana, bo nie chce rezygnować ze swojego “świeckiego” życia – woli żyć sobie pomiędzy. Nie podoba się to ani (męskiej) głowie kościoła ani, wiadomo, jego przełożonemu, więc na Sabrinę czeka seria mrożących krew w żyłach przygód.

Dlaczego to idealny serial dla fanów horrorów? Bo nawet amatorskim w kontekście strasznych filmów okiem mogłam dojrzeć nawiązania do klasyków gatunku. Jest też mnóstwo campowej stylistyki i czarnego humoru. Do tego świetna muzyka, ciekawe rozwiązania fabularne i piękne kostiumy i charakteryzacja, ojojoj jakie piękne. Moja szafa składa się głównie z bluz dresowych, a teraz bardzo pragnę sukienki z koronkowym kołnierzykiem i granatowej pomadki (dobrze, że mamy Rihannę).

A wy? Jakie seriale na Netfliksie oglądacie?

Serwis na N nie pozwala nikomu być na bieżąco, wypuszczając co chwilę godne uwagi seriale. W kolejce mam Bodyguarda, chcę w końcu nadrobić Narcos, no i oczywiście czekam na 1983. Z chęcią przygarnę jednak dodatkowe rekomendacje bardzo rychtyg seriali, które mogę dorwać nie ruszając się z kanapy. Dawajcie znać w komentarzach!

You Might Also Like...

1 Comment

  • Reply
    Krzysiek
    25 listopada 2018 at 19:45

    Bodyguarda obejrzałem jakiś czas temu i się podobał, choć pierwsze odcinki jakby nieco bardziej. No ale ogólnie na plus łącznie z samą końcówką.
    Niedawno obejrzałem też ciurkiem wszystkie trzy sezony „Daredevila” i to też mi się podobało, ale takie mordobicia to chyba niekoniecznie dla Ani.
    „Altered Carbon” to chyba też niezbyt dla Ciebie (ja lubię i serial, i książkę).
    „Luther” czy „River” to bardziej kryminały i to niezbyt nowe, więc tak tylko z kronikarskiego obowiązku.
    „Breaking Bad” i „Żona idealna” to chyba zbyt oczywiste? 😀
    Podobno świetna jest „Ballada o Busterze Scruggsie”, ale póki co nie oglądałem.

    Natomiast na Prime Amazona bardzo podobał mi „Człowiek z Wysokiego Zamku”, szczególnie zdjęcia, scenografia i muzyka, którą to często puszczam sobie na Spotify.
    Hm, to w zasadzie tyle, bo jakoś specjalnie dużo nie oglądam.

Leave a Reply