Podróże USA Roadtrip

Trzy tygodnie w USA czyli zagraliśmy w filmie

Wycieczka do USA to wycieczka w film, nie ma innej opcji, nawet jeśli Twoje internetowe ex-alter ego to nie Ania w kinie.

I gdyby nasze trzy tygodnie w USA były filmem, to zaczęłoby się, a jakże, od dramatycznej sceny. Byłoby ciemno i byłoby w San Francisco. Ja miałabym czerwony nos z zimna i trochę trząsł by mi się głos i dopytywałabym przez telefon policjantkę czy patrol może do nas przyjechać uratować. A Piotrek chodziłby wokół mnie zerkając czy ktoś chce nas aby zaciukać w tym strasznym kraju. W tle byłyby coraz bardziej intensywne smyczki bo skoro ja uparłabym się na jakiegoś polskiego operatora, to Piotrek mógłby wybrać kogoś od muzyki i na pewno byłby to Hans Zimmer.

I potem byłoby cięcie i napis 3 tygodnie wcześniej. I byłby montaż jak dwójka prowincjonalnych turystów pakuje się i przybija sobie piątki i mówi “to będzie najlepszy wyjazd w życiu”. Może też pojawiłaby się jakaś strzelba Czechowa, żeby ludzie w kinach mogli na siebie patrzeć znacząco i myśleć: oho, jednak zła karma ich czeka.

Następnie byłby odwołany lot, spóźniony lot, przebukowany lot. Trochę skwaru, trochę mrozu, ze dwa przeziębienia, powracająca groźba rzygania do plastikowej torebki na górskich zakrętach. Nie byłoby żadnego niedźwiedzia, ale byłby łoś, kojot i dwa delfiny. Wszystkie smaki chipsów, legowisko w samochodzie, wygrane 20 dolarów, nauka hymnu, futbol i nadużywanie słowa “perfect”. Widzowie krzyczeliby do mnie, widząc że ominęłam jedną nogę smarując się filtrem na plaży, ja krzyczałabym później, kiedy już się zorientowałabym, że to zrobiłam.

Przez ekran przewinęłoby się całe mnóstwo miłych ludzi, niektórzy mieliby zmyślone imiona, bo nadawanie imion nowospotkanym to była nasza ulubiona zabawa, a przecież są kobiety, które po prostu wyglądają na bycie Susan. To byłby w zasadzie film drogi, bo drogi byłoby mnóstwo, głównie tej prostej i tej z widokami. Trochę byłoby też telewizji, bo być w Stanach i nie obejrzeć na żywo ulubionych rzeczy? A najwięcej by było jedzenia, też w drodze i też przed telewizorem.

Nie wiem czy nasz kompozytor by to przeżył, ale przez większość filmu grałby amerykański folk, taki z mandolinką. Aż do dramatycznego finału rzecz jasna, w którym Hans mógłby pokazać na co go stać. A w dramatycznym finale znowu stalibyśmy na jasnej-ciemnej ulicy i przeżywali pełne wielkomiejskie doświadczenie. Potem nie wypadałoby tego już przebijać ujęciami więc pojawiłaby się tylko tablica informująca widzów, że Ania i Piotrek wrócili bezpiecznie do domu, ale 24 godziny później niż się spodziewali, bo w Niemczech unieruchomił ich orkan Ksawery.

I potem już tylko napisy-brawka-nagrody-splendor, wiecie.

I to wszystko byłaby prawda, tylko, że byłby to film, więc smyczki i drżenie głosu zostałyby dodane przez producenta, który zapewniałby, że na film o wesołych ludziach, którzy czasem mają pecha, to w dzisiejszych czasach mało kto pójdzie. A czerwony nos byłby bardzo prawdziwy, tylko pewnie grałby mnie ktoś komu ów czerwień trzeba by było domalować.

Wróciliśmy, znaczy się. Z materiałem wspomnień iście filmowym, który teraz trzeba przepisać na teksty. Jeśli więc jesteście ciekawi, w którym amerykańskim mieście mogłabym zamieszkać, jak wiele rzeczy można nie zobaczyć w Los Angeles jeśli bardzo się nie chce i dlaczego ciemną nocą dzwoniłam na policję – nasłuchujcie.

You Might Also Like...

5 komentarzy

  • Reply
    nieśmigielska
    10 października 2017 at 18:11

    jednak czegoś się nauczyłaś (hehe, piątka dla mamy!), oglądac te wszystkie filmy. co za suspense!
    ja chcę wiedzieć już! dobrze zrobiłam że zatrzymałam jako zakładnika Twoj tupperware – opowiadaj albo stracisz go na zawsze: czemu wzywaliście policję?

    • Reply
      Ania
      10 października 2017 at 21:08

      Mini spoiler – zwiedzaliśmy San Francisco sposobem Adamskich!

      • Reply
        nieśmigielska
        11 października 2017 at 21:13

        czyli co, Wam też się włamali do auta na koniec?

        • Reply
          Ania
          12 października 2017 at 08:12

          też po brudne ciuchy 😉

  • Reply
    Micha
    11 października 2017 at 09:01

    A ja już prawie po popcorn leciałam. Tak się nie robi! Czekamy na więcej:)

Leave a Reply